Dzisiaj jest piątek, 22 marca 2019 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 47 z dnia 24.11.2009

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Polki znów rodzą w Schwedt
Hetman ustąpił obywatelom
Jest "Rocznik Chojeński"!
Paraliż władzy w Chojnie
Podatki lokalne na 2010 rok
Litwa nad Odrą
WŁÓCZYKIJ wśród najlepszych
DoDoHa w szczecińskim parnasie
Trener czy psycholog?
Sport

Litwa nad Odrą

Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie.
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił.
(Adam Mickiewicz - "Pan Tadeusz")

Tak zaczyna się nasza, polska, nie litewska, narodowa epopeja, a w naszej lokalnej "Gazecie Chojeńskiej" (nr 45 z 10 listopada) Robert Ryss (za Janem Józefem Lipskim) twierdzi, że ojczyzny są dwie... Od przybytku głowa nie boli?
Ojczyzna, naród, patriotyzm... Nie wszyscy uznają istnienie czegoś takiego jak charakter narodowy, ale jednak nie sposób odrzucić zupełnie faktu, że historia, czyli taki, a nie inny los danej grupy etnicznej, na tę grupę wpływa i ostatecznie jakoś ją kształtuje i nadaje jej cechy odróżniające od innych grup. Nasz naród ma w swej zbiorowej pamięci głęboko zakodowaną walkę o niepodległość. Nasza historia toczyła się tak, że nie mogło stać się inaczej. Bez Polaków "walczących" po prostu nie byłoby Polski i dzisiaj być może Polacy byliby mniej lub bardziej zintegrowaną mniejszością narodową w wielu krajach na całym świecie. U nas, w Polsce północno-zachodniej, na ziemi powojennego osadnictwa - tego "Dzikiego Zachodu" - dogmat "Polski walczącej" ma wymiar szczególny.

Niezburzony mur
Instytut Historii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Szczecińskiego przeprowadził 17 listopada panel dyskusyjny pt. "Czy 20 lat po upadku muru berlińskiego istnieje mur między Niemcami a Polakami?". Uczestnikami byli: konsul generalny RFN w Gdańsku Joachim Bleicker, konsul honorowy RFN w Szczecinie dr Bartłomiej Sochański, prorektor US prof. Edward Włodarczyk, a dyskusję prowadził prof. Włodzimierz Stępiński. Odpowiedź na pytanie była jednoznaczna: każdy uczestnik panelu przyznał, że taki mur istnieje. Jednocześnie każdy z panów pielęgnował interesującą sprzeczność: z jednej strony przytaczał fakty, które pokazywały, że istnienie tego muru jest irracjonalne, a z drugiej znowu, że historia polsko-niemieckiego sąsiedztwa istotnie zawiera wydarzenia, które taki mur mogą usprawiedliwiać. B. Sochański wysunął tezę, że nie ma dobrej chemii między Polakami a Niemcami, a J. Bleicker podkreślał, że skutki przesunięcia ludności spowodowały, iż nie zafunkcjonował tu proces asymilacji i mieszania się kultury obu narodów, tak jak to ma miejsce od wielu stuleci np. na pograniczu niemiecko-francuskim czy niemiecko-duńskim.
Mnie w tej dyskusji zaskoczyło jedno: nikt z uczestników nie podkreślał bardzo ważnej, moim zdaniem, kwestii: że relacje między Polakami a Niemcami mają inny wymiar na szczeblu ogólnopolskim niż te rozgrywające się tu, u nas, na pograniczu.

Po co Niemiec Polakowi
Gdy chcemy określić nas samych, potrzebujemy jakiegoś punktu odniesienia, a na pograniczu, i to pograniczu o otwartej granicy, gdzie ludzie dwóch narodów mają możliwość bezpośredniego kontaktu, prawie naturalnie takim punktem odniesienia stają się m.in. cechy charakteryzujące naród "zza miedzy". A bo jak my do siebie zaprosimy, to robimy tak i tak, a Niemcy inaczej... A bo jak Niemcy kupują, to patrzą na to czy na to, a my to inaczej... Dla przeciętnego warszawiaka Niemiec to pewnie jednak w pierwszej linii potomek hitlerowskiego zbrodniarza, u nas Niemiec to ktoś, kogo możemy spotkać w sklepie codziennie. Jest to różnica istotna. A jednak trudno twierdzić, że muru między Polakami a Niemcami na pograniczu nie ma. Jest. Logicznie rzecz biorąc, powinno być go mniej - właśnie ze względu na te już prawie codzienne kontakty. A jednak tak nie jest. I to jest coś, co mnie dziwi. Mur w głowie warszawiaka dziwi mnie mniej, ale tu u nas...?
Myślę, że w tym miejscu trzeba powrócić do ojczyzny i patriotyzmu "walczącego Polaka". Urodzeni nad Odrą graniczną przez dziesięciolecia nie tylko wychowywani byliśmy na "strażników granicy na Odrze i Nysie", ale także na patriotów ojczyzny wielkiej, jednej i niepodzielnej. Nie wychowywano nas przecież na szczecinianina, widuchowianina czy Nadoodrzanina. Na "Litwę nad Odrą" nie było tu miejsca. Warszawianin, Kaszub, góral - oni mogli mieć dwie ojczyzny: małą i dużą, i jeszcze ziemię rodzinną z dziada pradziada, której odwieczności nikt nie musiał udowadniać. My musieliśmy stale i nieustannie szukać dowodów na prawo do naszej tu bytności. Czy w takiej atmosferze może wykształcić się patriotyzm inny niż patriotyzm "walczącego Polaka"? Raczej nie. Dlatego dla mnie istnienie muru między Polakami i Niemcami jest naprawdę usprawiedliwione.

"Nowy" patriotyzm
Jednak rzecz nie w tym, aby na tym usprawiedliwieniu poprzestać. Należymy nie tylko do narodu cechującego się silnym poczuciem dumy. Szczycimy się również naszą gościnnością, spontanicznością, umiłowaniem wolności. Dlatego myślę, że najwyższa pora, abyśmy zrzucili jarzmo strażnika "płonącej granicy". Granica nie płonie już dawno, więc mamy teraz szansę stworzyć nasze nowe "ja". Kształćmy nasz nadodrzański patriotyzm. Patriotyzm Polaka-sąsiada. Nie trzeba go tworzyć od zera: on już się narodził i się rozwija. Proszę zauważyć, ilu mamy zbieraczy starych pocztówek - ludzi nie tylko nieodwracających się od dawnej historii tej ziemi, ale odkrywających ją z ciekawością i dociekliwością prawdziwego lokalnego patrioty. A czy nie pięknie podejmują gości z Niemiec dziesiątki małych i większych stowarzyszeń? Czy nie jest to powód do dumy, że tak potrafimy, że tym zachwycamy?
Podążajmy dalej tą drogą. Starajmy się poznać naszą nadodrzańską ziemię jak najlepiej, nauczmy się jej krajobrazu, jej historii, jej wyjątkowości i zapraszajmy do nas jak najwięcej gości, aby się naszym bogactwem pochwalić. Odnajdźmy naszą Litwę nad Odrą, naszą nadodrzańską ojczyznę.
Saba Keller

do góry
2019 ©  Gazeta Chojeńska