Dzisiaj jest sobota, 20 lipca 2019 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 17 z dnia 29.04.2014

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Pochwała ograniczonej suwerenności
Nadodrzańskie uroczystości
Meandry historii
Kosmiczne plany i ziemskie realia
Mieszkańcy Zielina protestują przeciw wiatrakom
Wiosenny dekalog
Zamiast Dni Gryfina
Sport

Pochwała ograniczonej suwerenności

10 lat temu, 1 maja 2004 roku, Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. Opowiedziała się za tym większość Polaków.

Oczywistością jest, jak bardzo zmieniła się Polska dzięki unijnym pieniądzom. Chyba najwyraźniej widać to na przykładzie nowych dróg ekspresowych i autostrad, które nie tylko znacznie ułatwiają i skracają podróżowanie, ale także dzięki nim w wypadkach ginie dużo mniej Polaków niż kiedyś (choć nadal za dużo, bo potrzebujemy jeszcze więcej bezkolizyjnych tras). Chyba nie ma w Polsce miasta ani wsi, gdzie nie powstałoby coś ważnego dzięki funduszom europejskim.

Jednak dla osób, którym bliskie są takie wartości, jak wolność, Unia Europejska to przede wszystkim nie wzrost zamożności kraju i obywateli, lecz realizacja odwiecznych ideałów wolności, braterstwa, swobodnego prowadzenia działalności gospodarczej, podróżowania i osiedlania się w wybranym przez siebie miejscu i kraju. Ponadto przypomnijmy, że twórcy wspólnoty kierowali się chrześcijańskimi ideami (trwa proces beatyfikacyjny jednego z nich - Roberta Schumana) i byli przeświadczeni, że dążąc do zjednoczenia kontynentu, zapobiegają wojnom i przemocy. Jak dotąd, historia przyznaje im rację, bo mechanizmy integrujące kraje europejskie są dla ich obywateli skuteczną gwarancją pokoju. Dziejowy sens naszego wejścia do tej wspólnoty świetnie rozumiał Jan Paweł II, formułując to zwięźle i dobitnie: „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”.
Tym bardziej więc spotykane tu i ówdzie porównania Unii z dawnym blokiem komunistycznym, a Brukseli z sowiecką Moskwą są obraźliwe dla Ojców Założycieli UE, dla Jana Pawła II, obraźliwe dla wszystkich, którzy dążyli do wolnej Polski i zjednoczonej Europy, a przede wszystkim są obraźliwe dla rozumu, czyli najzwyczajniej głupie.

Każdy układ, zawarty przez Polskę, nawet tylko z jednym państwem, ogranicza jej absolutną suwerenność, bo dając nam określone korzyści, nakłada jednocześnie zobowiązania wobec partnera. Tym bardziej, gdy zawiera się układ jednocześnie z niemal wszystkimi państwami europejskimi. Zawiera - podkreślmy - dobrowolnie, a decyduje rachunek zysków i strat, a ten jest przy naszym członkostwie w Unii ewidentnie korzystny, czego doświadczają zwłaszcza rolnicy, którzy początkowo byli wobec niej bardzo nieufni, a szybko okazało się, że najwięcej skorzystali. Upadku wielu dużych polskich zakładów przemysłowych wcale nie trzeba łączyć z Unią, bo był to splot kilkudziesięcioletnich zaszłości makroekonomiczych. Trwające od kilku lat wyjazdy za chlebem na Zachód setek tysięcy młodych Polaków trudno uznać za coś bardzo pozytywnego, ale zjawisko to jest stare jak świat, niezależnie od Unii Europejskiej. Dużo bardziej niż Polakom znane jest np. Włochom czy Irlandczykom, a najbliżej nas, i to w skali nieporównywalnie większej niż u nas - na wschodzie bogatych przecież Niemiec, gdzie pustoszeją całe miejscowości.

Zresztą ograniczenie suwerenności unijnych państw jest względne, bo ich obywatele mogą demokratycznie kształtować władze UE, np. poprzez wybory do parlamentu europejskiego. Po drugie, w dzisiejszym zglobalizowanym i skurczonym świecie utopią jest pełna suwerenność - zarówno polityczna, jak i gospodarcza, kulturalna czy militarna. Ale warto spojrzeć na nią jeszcze w inny sposób. Otóż suwerenność nie zawsze musi być wartością absolutnie pozytywną - na przykład w przypadku państw autorytarnych, niedemokratycznych, które swą niezależność wykorzystują do krzywdzenia własnych obywateli lub obywateli innych państw. Demokracja nie jest żadnemu państwu dana raz na zawsze, dlatego krajem niedemokratycznym może stać się każde z nich, dziś nawet najbardziej demokratyczne. W tym świetle ograniczenia nakładane na swych członków przez międzynarodową wspólnotę (a inaczej mówiąc: konieczność ciągłego wspólnego wypracowywania stanowisk) jawią się nie jako dolegliwość, lecz błogosławieństwo, gwarantujące zabezpieczenie przed polskim szaleństwem, podobnie zresztą jak przed szaleństwem francuskim, niemieckim, węgierskim itd. Najdobitniejszy przykład: międzynarodowe zobowiązania chronią nas przed barbarzyńskim szaleństwem stosowania kary śmierci. Miejmy nadzieję, że z czasem chronić nas będą też przed szaleństwem polskiej hipokryzji.

W dzisiejszej Europie - co widać dobitnie - największe zagrożenia i napięcia płyną nie z idei integracyjnych, lecz z nacjonalizmów i narodowych egoizmów. Naśmiewamy się z biurokratycznych wymysłów Brukseli w rodzaju wyznaczania dozwolonego zakrzywienia bananów, ale na pewno lepiej jest mierzyć krzywiznę banana niż krzywiznę ludzkich nosów, wyznaczając na tej podstawie, kto jest „prawdziwym” Polakiem, Szwedem czy Węgrem.

Robert Ryss
redaktor naczelny „Gazety Chojeńskiej”

do góry
2019 ©  Gazeta Chojeńska