Dzisiaj jest niedziela, 18 listopada 2018 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 45 z dnia 06.11.2018

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Polityczne zmiany w Chojnie i Baniach
Wybuch w kamienicy
W świecie Dwurnika
Kolejny etap remontu dachu
Nominowani do Bocianów
Nie tylko dla rowerzystów
Sport

W świecie Dwurnika

Jak już informowaliśmy, 28 października w wieku 75 lat zmarł Edward Dwurnik - wybitny polski malarz, który ostatnie lata swego życia dzielił między Warszawę i Chojnę

1. Tadeusz Rolke, fotografik: W roku 1983 „ktoś rzucił pomysł, żeby zrobić sesję z Korą, której efektem byłby kalendarz. Duży kalendarz. Podchwyciłem ten pomysł. […] Wymyśliłem wówczas, żeby poprosić Edwarda Dwurnika, by nas wpuścił do swojego atelier. I żebyśmy tam mogli buszować wśród jego obrazów. On się na to zgodził. […] Było to zrobione niezwykle prostymi środkami, ale dało świetne rezultaty”.
W roku 1984, gdy ukazała się płyta „Nocny patrol”, na wiele lat wpadłam w Maanam. A gdy jesteś fanem, wszystko, co wiąże się z idolem, wymaga zbadania i spenetrowania. W ten sposób poznałam malarstwo Edwarda Dwurnika. Na okładce „Nocnego patrolu” Kora siedzi na tle jego odwróconego tyłem do widza obrazu. Kora w obiektywie Rolkego sama staje się obrazem, owinięta w płótno i na tle czystego płótna pokryta farbą. Przez kolejny rok na dwunastu stronach kalendarza granica między Korą a Dwurnikiem zacierała się coraz bardziej. Kora wnikała w perspektywę obrazów, w barwy i struktury miast i postaci.
Taki był tamten świat: sztuka wysoka wnikała w popkulturę, naturalnie i bez zgrzytu. Popkultura inspirowała, otwierała nowe drogi.

Okładka płyty „Nocny patrol”
(1984, fot. Tadeusz Rolke, proj. Andrzej Tyszko)

2. Wybór tematu mojej pracy seminaryjnej na III roku historii sztuki jest oczywisty i zrozumiały nawet bez motywacji sentymentalnej. W latach 90. Edward Dwurnik, rocznik 1943, to jeden z najważniejszych i najlepiej rozpoznawalnych twórców współczesnych. Sposobem bycia wzbudza emocje, pieniędzmi – zawiść. Jego wybory życiowe jednych oburzają, innych intrygują: nagradzany w miesiącach pierwszej Solidarności za udział w życiu artystycznym drugiego obiegu, łamie środowiskowy bojkot, pokazując prace w galeriach państwowego BWA podczas stanu wojennego. Taka jest cena za paszport i wyjazd w roku 1982 do Kassel – udział w międzynarodowej wystawie „Documenta 7” decydował o karierze zagranicznej.
Atelier przy Podgórskiej w Warszawie, jasne i czyste, sprawia wrażenie perfekcyjnie i intensywnie funkcjonującej wytwórni. Opus vitae Dwurnika obejmuje 3,5 tysiąca obrazów i trzy razy tyle rysunków (wszystkie dzieła precyzyjnie udokumentowane). Pod koniec życia artysta otwarcie przyznaje, konsekwentnie odrzucając kostium romantyka na rzecz pragmatycznego, rzemieślniczego traktowania zawodu, że do najbardziej chodliwych tematów – pejzaży miejskich – zamawia u innych podmalówki.
Rozmowy w pracowni okazują się bezpośrednie, zdecydowane, wymagają czujności i błyskawicznych reakcji. Twórca nie ustawia się w pozycji centralnej, nie chce być tylko przepytywanym bohaterem wywiadu, lecz dyskutuje, po partnersku zadając pytania i ustosunkowując się do odpowiedzi. Znam ważne daty, szczegóły biograficzne, cykle malarskie, ale dopiero on nadaje tej sterylnej siatce faktów swoją perspektywę – prowokacyjną, lecz autentyczną. Jego nieustanna gra, także gra pozorów, jest właśnie autentyczna: uczciwa, bardzo fair. Szybko dają się poznać reguły i kody. Dzięki nim przebijają na powierzchnię jasne okruchy tego, co najgłębsze i najprawdziwsze.

Jedno z ostatnich zdjęć artysty, wykonane na wernisażu jego wystawy w Książnicy Pomorskiej w Szczecinie 14 września br. (fot. M. Ostrowski)
3. Dla człowieka mocno związanego z polską rzeczywistością twórczość Edwarda Dwurnika jest w latach 80. i 90. otwartą księgą, pełną szyfrów i zagadek. Nic nie wydaje się jednoznaczne – żadne ówcześnie utrwalone polskie linie demarkacyjne nie są tu adaptowane wprost. Malarstwo pruje i zszywa tkankę społeczno-polityczną na nowo, w całość najmniej oczekiwanych skojarzeń. Nic nie jest ładne ani brzydkie. Łagodne czy brutalne. Bitwy i wojny Dwurnika idą w poprzek podziałów na komunę i Solidarność, grzeszników i bogobojnych – krzyż czy szubienica zostały już wbite w przedmieścia Warszawy, oto „Czekamy na proroka” (luty-kwiecień 1980). Doskonały warsztat malarski służy narodzinom nowego świata, w który możesz wejść, zamieszkać w nim, porozglądać się tu i tam. Łudząca miejska konstrukcja przestrzenna, drobiazgowość pozwalająca na zadomowienie w architekturze. Możliwe stają się wewnątrz spotkania z mieszkańcami, teraz twoimi sąsiadami. Nie wiesz, do czego doprowadzą te zetknięcia – czy nie staniesz się za chwilę uczestnikiem „nawalanki”, czy ktoś cię nie zaczepi, a może poczęstuje sportem (papierosem, stąd cykl „Sportowcy”), czy mimowolnie nie podejrzysz cudzych czułości, gdzieś zza winkla. Dym z kominów, których wtedy jeszcze nikt nie łączy ze smogiem.
Mnogość cyklów jest jak siatka dróg, którymi Dwurnik podąża konsekwentnie od początku. Drogi wciąż te same, ale krajobrazy dynamicznie zmieniają się w czasie. Wędrujesz przez Polskę autostopem, nie wiążąc się żadnym nadrzędnym porządkiem. Od miasteczka do miasteczka. Z rynku na targowisko, z targowiska na dworzec, z dworca nad rzekę. Z kuchni przed telewizor, sprzed telewizora do wanny.
Począwszy od lat 90. Dwurnik zbliża się do malarstwa czystego, estetyzującego. Powstają obrazy z cyklu „Błękitne”, kompozycje abstrakcyjne, „Niebieskie miasta”, z których często znika wszystko poza czystą przestrzennością. Teraz zanurzasz się w jego świat, by pobyć tam w samotności.

4. Kora zmarła 28 lipca, Dwurnik 28 października. Stopieni 35 lat wcześniej obiektywem Rolkego w jedno dzieło sztuki, odeszli niemal razem.

Ewa Zamorska-Przyłuska
Kraków, 1-2 listopada 2018 r.


Tekst powstał specjalnie dla „Gazety Chojeńskiej”. Ewa Zamorska-Przyłuska to historyk sztuki, redaktorka w Wydawnictwie Naukowym Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. W latach 2000-2004 sekretarz redakcji i redaktor naczelna miesięcznika „Architektura & Biznes”. Autorka m.in. tekstów w katalogach wystaw: „Edward Dwurnik. Od grudnia do czerwca” (Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu, 1997) oraz „Edward Dwurnik. Malarstwo. Próba retrospektywy” (Galeria Sztuki Współczesnej Zachęta, 2001). W 2010 roku ukazał się jej „Przewodnik literacki po Krakowie i województwie małopolskim”.

do góry
2018 ©  Gazeta Chojeńska