Dzisiaj jest poniedziałek, 28 września 2020 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 29 z dnia 18.07.2006

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Ku pamięci i przestrodze
Kultura NA MOŚCIE
Ponadgimnazjalne po naborze
Razem do wyborów
Bez biura paszportów
Z Chojny do Liberca (2)
Rewolucjoniści potrzebni od zaraz
Chojeński orzeł
Trudna przeszłość
Sport

10 lat temu w gazecie
Trudna przeszłość

Polacy potrzebują rozrachunku z historią PRL-u. Z tym stwierdzeniem zgodzili się chyba wszyscy uczestnicy trzydniowego seminarium, zakończonego 30 czerwca [1996 r.] w Szczecinie, a zorganizowanego przez polsko-niemiecki klub dziennikarzy "Pod Stereotypami". Hasło brzmiało: "Stosunek do przeszłości w Polsce i Niemczech - odkrywać czy zakrywać przeszłość?".

Rozrachunek z historią, owszem, ale jak on ma wyglądać? Odpowiedź na to pytanie przysparzała sporych trudności. Raczej nie należy oczekiwać, że dokonają tego politycy, bo - jak gorzko zauważono - im zajmowanie się przeszłością z reguły nie służy odkrywaniu prawdy, lecz ma na celu jak najlepsze pokazanie się na tle historii.

Andrzej Milczanowski
Podczas seminarium doszło chyba do pierwszej tak bezpośredniej konfrontacji poglądów byłego ministra spraw wewnętrznych Andrzeja Milczanowskiego i niemieckiego federalnego pełnomocnika ds. dokumentacji STASI pastora Joachima Gaucka. Milczanowski nie ukrywał, że nadal jest przeciwnikiem lustracji i szerokiego ujawniania akt Służby Bezpieczeństwa. Opowiada się natomiast za weryfikacją kandydatów na ważne stanowiska państwowe. Według niego dokonanie w Polsce lustracji na wzór niemiecki było niemożliwe choćby z jednego podstawowego powodu: w 1989 r. nie istniała druga Republika Federalna Polski, której siłami dokonano by takiej operacji. Natomiast dla byłej NRD Republika Federalna Niemiec stanowiła wsparcie kadrowe i materialne. Przyjęcie wtedy w Polsce w pełni demokratycznego wzorca i sztywnych zasad lustracyjnych oznaczałoby praktycznie rozwiązanie armii, sądów i policji. A po 1989 r. służby specjalne były Polsce potrzebne bardziej niż kiedykolwiek. Nasz kraj stał się jednym z głównych pól działania grup przestępczych w Europie, a Warszawa - centrum szpiegowskim. Poza tym do skutecznej lustracji trzeba posiadać realną władzę. A tej - jak stwierdził były minister - w latach 1989-92 rządy i parlament do końca nie miały. Realna władza według Milczanowskiego polega na tym, że polityk może wcielić w życie swój polityczny zamiar. Od czerwca '89 do lutego '90 stary reżym zdążył zniszczyć ok. 60 procent akt tajnych współpracowników, a w niektórych województwach nawet 90. Niszczono to, co mogło kompromitować prominentów PRL-owskich, a zostawiano materiały o agentach w byłej opozycji. Tak więc po SB zostały akta niekompletne i nie zawsze wiarygodne, bo w ewidencji jako tajni współpracownicy figurowali też ludzie, którzy zdecydowanie odmówili współpracy. System promował oficerów wykazujących się dużą ilością zwerbowanych.

Joachim Gauck
Według J. Gaucka partia w NRD nie miała w sobie elementów reformatorskich, dlatego niemożliwy był Okrągły Stół i - w przeciwieństwie do Polski - przełom musiał mieć charakter rewolucyjny. Były oczywiście protesty przeciwko odtajnianiu akt, z reguły ze strony tych, którzy mieli wiele na sumieniu i - co zakrawało na paradoks - powoływali się w swych protestach na zagwarantowaną w konstytucji ochronę danych personalnych. Wyjaśniono jednak, że dane sprawców przestępstw nie podlegają ochronie. W sumie interes prześladowanych uznano za dużo ważniejszy niż prześladowców. Nie chodziło - jak powiedział pastor Gauck - o racje moralne, lecz po prostu o nacisk grup interesów. Do jego urzędu wpłynęło ok. 3 mln wniosków, w tym milion indywidualnych od ofiar STASl. Ludzie dowiadywali się tym samym, kto na nich donosił. Nierzadko byli to najbliżsi przyjaciele, a nawet małżonkowie.

Z dużym zainteresowaniem spotkało się wystąpienie dyrektora Polskiego Instytutu Kultury w Düsseldorfie Kazimierza Wóycickiego (kiedyś dziennikarza "Więzi", później naczelnego redaktora "Życia Warszawy", od 2005 r. dyrektora szczecińskiego oddziału IPN - red.), który powiedział: - Taka jest demokracja danego kraju, jaka jego zdolność mówienia o swojej historii. W Niemczech rozrachunku z przeszłością dokonano. Brak rozliczenia z historią stanowi zagrożenie dla polskiej demokracji, bo w demokracji konieczne jest odróżnienie dobra od zła. Tymczasem zatarła się granica między PRL-em a Polską niepodległą i doszło do zrelatywizowania dobra i zła - uważa Wóycicki. Zarzucił wszystkim rządom solidarnościowym, że w kwestii lustracji nie chciały odwołać się do opinii publicznej własnego kraju.

Adam Strzembosz
Prezes Sądu Najwyższego prof. Adam Strzembosz stwierdził lapidarnie: - W kraju europejskim musi być odpowiedzialność za swą historię i swe czyny.

A. Milczanowski raczej pozostał osamotniony w swych poglądach i nie przekonał słuchaczy, zwłaszcza niemieckich. Jego z kolei nie przekonały argumenty adwersarzy. Stawianej za wzór lustracji w Niemczech i Czechach zarzucił wybiórczość (np. w kwestii odtajnienia akt enerdowskiego wywiadu). Na częste pytanie, co można teraz zrobić w Polsce, Milczanowski odpowiadał niezmiennie: - Wygrać wybory.

Współprowadzący dyskusję znany komentator spraw polskich Christoph von Marschall z "Tagesspiegel" nie omieszkał wyrazić zdziwienia: - Wszyscy poza panem Milczanowskim są zdania, że coś w Polsce w sprawie lustracji trzeba zrobić. A z drugiej strony nic się w tej materii nie dzieje i nie widać żadnej perspektywy czasowej.
"Gazeta Chojeńska" z 10 lipca 1996 r.

do góry
2020 ©  Gazeta Chojeńska