Dzisiaj jest czwartek, 01 października 2020 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 05 z dnia 29.01.2008

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Referendum w Trzcińsku?
Kosmiczny budżet Gryfina
Gawęda o oświacie
Dwójka nie chce z Jedynką
By historia była historią
Indeksy już mają
Czas dla prymusów
Konserwator stawia warunki
Jedwabnym Szlakiem do Chin (9)

Jedwabnym Szlakiem do Chin (9)

Czy bać się smoka? Z wyprawy do Chin Andrzej Kordylasiński przywiózł kilka nowych eksponatów do swoich zbiorów stworów, demonów i diabłów

"Gazeta Chojeńska": - Kolekcjonujesz dziwne stwory. Czy z Chin też coś przywiozłeś? Chyba była okazja, bo tam symbolika i wierzenia są bardzo bogate.

Mitologiczne zwierzęta na grzbietach dachów strzegą budynek i jego mieszkańców przed złymi duchami. Lew, smok (symbolizuje tu cesarza i męską energię yang), feniks (symbolizuje cesarzową, żeńską energię yin), skrzydlaty koń, jednorożec. Człowiek na kurze zabezpiecza przed nieszczęściem. Legenda mówi, że zły i okrutny książę żył 2 tys. lat temu. Gdy zginął, Chińczycy wsadzili go na kurę i odtąd miał ich chronić.
Andrzej Kordylasiński: - Oczywiście, to była pokaźna porcja powrotnego bagażu. Każda rzecz wiąże się z historią jego nabycia i ma dla mnie wartość sentymentalną. Figurki mają swoją symbolikę. Kupiłem je w różnych miejscach, legalnie. W Hami (na pustyni Takla Makan) dorwał mnie tajemniczy sprzedawca antyków. Oferował Buddę z kości słoniowej w otoczeniu mnichów ze słynną pieczęcią. Nabycie tego wiązać się mogło z kłopotami, z więzieniem włącznie. Figurki Buddy mnie nie interesowały, ale demony związane z buddyzmem już tak.

- Ale chyba pokusiłeś się o przemycenie panoszącego się tam powszechnie stwora? Mam na myśli okropnego smoka.
Kamienna klamra do paska ujgurskiego pasterza. Ciekawe, że ta mniejszość muzułmańska w Chinach może tak przedstawiać te stwory, co jest przecież w tej religii zabronione. To pozostałość buddyzmu, który ten lud wyznawał kilkaset lat temu.

- Mam go, choć muszę zaznaczyć, że u nich nie straszy się dzieci smokiem, tak jak u nas np. smokiem wawelskim. Obchody nowego roku zaczynają od budzenia smoka. To dla nich dobrotliwy, duchowy stwór. Budzą go zatem delikatnie, aby w nadchodzącym roku był dla nich życzliwy. Nie tak jak w Rosji, gdzie na monetach św. Jerzy przebija smoka włócznią. W Chinach boją się gniewu emanacji siły yang. Smok to również najważniejszy znak w chińskim kalendarzu. Teraz rok zaczynają 6 lutego. Po roku świni nastąpi rok szczura.
- To prawda, że smok to niezwykle ważny symbol, występujący w architekturze czy malarstwie, ale nie przebił się jako symbol pekińskiej olimpiady. Woleli pandę.
Chiński smok to istota przyjazna i opiekuńcza, symbol władzy cesarskiej. Jest 5 rodzajów smoków. Niektóre ścigają legendarne perły mądrości. W sztuce walki kung-fu walczący w stylu smoka powtarza ruchy przeciwnika i wykorzystuje je przeciw niemu.

- W Chinach niemal wszyscy kochają te miśki. No może oprócz kłusowników, którzy w razie wpadki są nawet skazywani na śmierć. Początkowo myślano jednak o smoku.
- Po poprzedniej wizycie 10 lat temu mówiłeś, że zbierasz wizerunki lwów. Teraz ich tu nie widzę.
- Mam mnóstwo zdjęć, ale lwy są podobne. Moje eksponaty dotyczą wierzeń, legend czy tradycji. Szczególnie zadowolony jestem z ujgurskich sprzączek do paska. Figurki i maski kupowałem w świątyniach buddyjskich lub na targu.
- Zbijałeś ceny?
Maska demona kupiona obok lamaistycznej świątyni

- O tak! To cała sztuka negocjacji. Kamienne sprzączki kupiłem w Kaszgarze. Po podaniu mi ceny na kalkulatorze wklepałem 1/3 wartości i... tak się zaczęło. Człowieka łatwo nie wypuszczą, szczególnie Ujgurzy tureckiego pochodzenia. Był moment, że już odchodziłem i wreszcie kupiłem za ok. 40 procent początkowej ceny. W dawnym Turkiestanie też potrafią się targować, a za głupca mają tego, kto płaci pierwsza cenę. W Pekinie jest niższa kultura kupiecka, ale więcej agresji przy sprzedaży. Gdy kupowałem jedwabie i kopię noża cesarskiego (co trwało około godziny), to miałem potem siniaki od pociągania za koszulę i szturchania.
Rozm. Tadeusz Wójcik
Fot. Andrzej Kordylasiński

do góry
2020 ©  Gazeta Chojeńska