Dzisiaj jest poniedziałek, 17 stycznia 2022 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 28 z dnia 08.07.2008

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Oda do radości i Gaude Mater Polonia
Kto skaził wodę w Gryfinie?
Wyniki tegorocznych matur
Jedna szkoła mniej
Czy przyjadą komisje sejmowe?
Nowy szef gimnazjum
Klubowe lotnisko
W Polsce, czyli nigdzie
Sport

Czy przyjadą komisje sejmowe?

Rozmawiamy z posłem na sejm Konstantym Tomaszem Oświęcimskim (Platforma Obywatelska), który 23 czerwca otworzył swe biuro poselskie w Chojnie. Pytamy go głównie o nasze nieszczęsne drogi. Tu i ówdzie jest poprawa (trwa właśnie remont krajówki od Chojny w stronę Mieszkowic), ale - trawestując słowa Wałęsy z 1988 r. - my jedziemy furmanką, a świat pędzi do przodu mercedesem.
Biuro poselskie naszego rozmówcy czynne jest w Chojnie przy ul. Klasztornej 21 w poniedziałki w godz. 11-17 i wtorki 9-15.

"Gazeta Chojeńska": - Dlaczego biuro właśnie w Chojnie?
Poseł K. T. Oświęcimski: - To dla mnie duże wyzwanie, bo jestem kojarzony z pasem Wybrzeża. Do tej pory nie było w Chojnie takiej formy aktywności parlamentarzystów. Biuro to nie tylko przyjmowanie skarg np. na burmistrza, starostę czy inne instytucje. Mieszkańcy mogą też przychodzić z propozycjami rozwiązania pewnych spraw czy zmian w prawie. Biuro poselskie to przedłużenie działalności kancelarii sejmu. Dlatego zachęcam wszystkich do przekazywania tego typu propozycji. Każda sprawa będzie wnikliwie rozpatrzona. Co dwa tygodnie, a jak czas pozwoli, to częściej, będę przyjeżdżał do Chojny, by poznać problemy, które wymagają wsparcia poselskiego. Jestem zadowolony z pierwszego spotkania z wójtami i burmistrzami powiatu gryfińskiego.
- Niewątpliwie mieszkańcy Chojny i okolic są dumni, że wybrał Pan Chojnę, ale jednocześnie ciekawi ich, czemu nie Gryfino.
- Zostałem tu przychylnie przyjęty przez grono moich przyjaciół i to oni zasugerowali mi, żeby wybrać Chojnę i południe województwa.
- Pogranicze polsko-niemieckie (nasze Kresy Zachodnie) to ważne pole integracji europejskiej. Wiele procesów toczy się tu własnym życiem. O tej rzeczywistości w Warszawie wiedzą czasem bardzo mało. Zechciałby Pan to poprawić?
- Na pewno. Jestem znad morza, gdzie bardzo wielu naszych przedsiębiorców świadczy usługi turystyczne pod kątem Niemców. Podobnie jest tutaj. Natomiast rzeczywiście, z punktu widzenia Warszawy dla niektórych to jest Dziki Zachód. Widzą Poznań, Gorzów, Szczecin, a potem od razu Berlin. Niewiele osób zajmuje się tym, co jest pomiędzy. Dla mnie niektóre problemy pogranicza są też zupełnie nowe. Można wykorzystać działalność parlamentarną do zacieśnienia więzi na pograniczu i przekazywania problemów. Bardzo liczę na współpracę z samorządami. Będziemy pisać interpelacje, zapytania i żadnej sprawy nie zostawimy bez echa. Będziemy też drążyć jak kropla skałę np. w Ministerstwie Infrastruktury i tam, gdzie toczą się batalie o środki finansowe.
- Życie na zachodnim pograniczu ma wiele uroków. Oferuje też mieszkańcom wiele ułatwień. Ale niektóre z tych ułatwień skłaniają do pytań, czy polskie państwo wypełnia swe powinności wobec własnych obywateli. Politycy w Warszawie przez wszystkie przypadki odmieniają słowo "patriotyzm", ale nie przeszkadza im, że polskie drogi przy granicy przynoszą Polsce wstyd. Przykładem są choćby drogi krajowe w Chojnie. Poza tym okoliczni mieszkańcy jeżdżą do Szczecina - stolicy swego województwa - przez Niemcy, bo tam drogi są lepsze. Do Świnoujścia szybciej dotrzemy też przez Niemcy, bo po polskiej stronie 63 lata po wojnie nadal nie ma połączenia z wyspą Uznam poprzez most czy tunel. Do Wrocławia szybciej dojeżdżamy korzystając z autostrad w Niemczech. Wymieniam miasta, które mają specyficzną historię. Nie wiem, czy nasze zaniedbania naruszają już polską rację stanu, ale na pewno psują wizerunek Polski. Drogi np. w naszym powiecie, nie tylko krajowe, są de facto drogami międzynarodowymi. A jak wyglądają? Wystarczy przejechać od przejścia granicznego w Osinowie przez Cedynię do Chojny, czyli najkrótszą trasą ze stolicy Niemiec. Tędy codziennie przyjeżdża do nas mnóstwo berlińczyków. Władzom w Warszawie brakuje wiedzy czy wyobraźni? A może trzeba je oskarżyć o szkodzenie Polsce?
- Rzeczywiście, jest to niezbyt dobry obraz Polski. Powiem więcej: dzisiejszy układ dróg tutaj jest taki, jaki zastaliśmy w 1945 roku. Nic nowego nie zostało zrobione, np. żadna magistrala drogowa wzdłuż Odry. A zobaczmy, jak Niemcy sobie świetnie poradzili z połączeniami północ - południe. Zachód Polski był traktowany jako teren bogaty i nikt się tymi sprawami nie zajmował. Było to zawsze daleko od Warszawy, gdzie dzielono pieniądze. W tej chwili trochę się to zmieniło i jest nadzieja na duży strumień unijnych finansów. Taką jaskółką jest droga nr 3.
- Ale główną przyczyną problemów nie jest brak pieniędzy, lecz brak wizji i hierarchii potrzeb.
- Po 1989 roku było tu może za słabe lobby, które pozwalałoby pozyskać środki. One na pewno by się zwróciły, choćby dzięki temu, że - jak pan powiedział - jest tu najkrótsza droga do Berlina. Wszystko opiera się na układzie dróg.
- Pełne otwarcie granicy wprowadziło nową jakość, ale jednocześnie jaskrawiej obnażyło kontrasty.
- Podobny problem mamy na Wybrzeżu. Wskutek stanu dróg obcokrajowcom dojazd zajmuje tyle czasu, ile dotarcie do bardziej oddalonych konkurencyjnych kurortów na południu Europy. Rozumiem te bolączki, bo też jestem kierowcą. Jestem jednak optymistą. Wspólna praca władz gminnych, powiatowych, wojewódzkich oraz parlamentarzystów i rządu może doprowadzić do tego, by drogi były przyjazne dla kierowców i zachęcały do podróżowania. Zwłaszcza że niemało środków jest zaplanowanych na tę część województwa. Za parę lat naprawdę zmieni się jakość tych dróg. I mieszkańcy nie będą musieli pytać, czy państwo polskie o nich zapomniało.
- Dopełnienie tych gorzkich refleksji stanowiły ostatnie tygodnie: niemający Polsatu abonenci Cyfry+ musieli oglądać piłkarskie Mistrzostwa Europy w niemieckiej telewizji (publicznej!), bo polska publiczna nie raczyła ich transmitować. Jeśli ktoś miał wątpliwości, że abonament lub nasza telewizja wymagają zmian, to teraz nie powinien już wątpić.
- Wielką batalię toczyliśmy w komisji sportu i w komisji kultury, aby TVP ugięła się i transmitowała Euro. Niestety, tak się nie stało. Mam nadzieję, że będzie to impuls do zmian. To było przelanie czary goryczy.
- Wracając do specyfiki pogranicza, w przypadku np. dziennikarzy z obu stron granicy, bardzo sprawdzają się podróże studyjne, pozwalające z bliska zobaczyć różnorodność życia w wielu konkretnych miejscach. Czy takie podróże nie przydałyby się parlamentarzystom?
- Są tzw. parlamentarne komisje wyjazdowe. Mam nadzieję, że zachęcę do odbycia tu posiedzenia np. komisję spraw zagranicznych czy zwłaszcza komisję infrastruktury, najlepiej z odpowiednią komisją Bundestagu. Spróbuję zaszczepić taką ideę moim kolegom w parlamencie.
- Platforma Obywatelska tworzy obecnie swe struktury w gminach. PiS przy przyjmowaniu nowych członków stosował całą listę kryteriów. Czy PO jako partia bardziej liberalna, stosuje bardziej liberalne kryteria przyjmowania członków?
- Każda partia oparta jest o czynnik ludzki. On rzutuje na jej wizerunek. Dlatego każda partia stosuje sito, aby nie dostawały się osoby, które w jakiejś społeczności są kontrowersyjne. Mogą być sympatykami, ale niedobrze byłoby, gdyby firmowały partię, bo to przynosi skutki uboczne.
- Przede wszystkim podczas wyborów.
- Tak jest.
Rozm. i fot. Robert Ryss

do góry
2020 ©  Gazeta Chojeńska