Dzisiaj jest niedziela, 22 maja 2022 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 39 z dnia 29.09.2009

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Laboratoryjna droga przez mękę
Jabłko zamiast chipsa
Rosja czeka
Nasza młodzież w euroregionie
Premiery w UBS
Teatry już w akcji
Alkohol na okrągło?
Nigdy więcej?
Sport

Rosja czeka

W pierwszą podróż z niepełnosprawnymi wyruszyli z Wiednia 22 kwietnia 1999 r. Obecnie są już po 11. etapie, zakończonym w Pirenejach w maleńkiej Andorze. Przemierzyli dziesiątki tysięcy kilometrów, odwiedzając prawie wszystkie kraje Europy. Jeszcze pozostała Hiszpania, Portugalia, wyspy Morza Śródziemnego i - jak się uda - za 3 lata zakończą sztafetę na Uralu. - Rosja czeka - mówi współorganizator tych niecodziennych wypraw Jerzy Chrabecki. Nie musimy go bliżej przedstawiać, bo o samej sztafecie i jego wielu inicjatywach pisaliśmy wielokrotnie. Przypomnijmy tylko, że mieszka w Wiedniu, a rodzinnie związany jest z Rynicą (gm. Widuchowa). Corocznie zabiera ok. 70-osobową grupę niepełnosprawnych z różnych krajów i wędruje, biega, jeździ, pływa (promami) po najodleglejszych zakątkach naszego kontynentu. Dotarł nawet za koło podbiegunowe. Był przyjmowany przez głowy państw, wraz ze swymi podopiecznymi spotkał się z Janem Pawłem II. Dziś rozmowa o kontynuacji wielkiej wędrówki.

J. Chrabecki w Rynicy przed mapą Europy z zaznaczonymi etapami i najważniejszymi miejscami sztafety
"Gazeta Chojeńska": - Zakończyliście w tym roku już 11. etap sztafety po Europie. Daleko do finału?
J. Chrabecki: Jak zdrowie dopisze, to 3-4 etapy. Chcemy dotrzeć na Ural, czyli wschodni kraniec Europy. Już wcześniej planowaliśmy odwiedzić Rosję. Wysłałem pismo do prezydenta Putina i otrzymaliśmy przychylną odpowiedź, lecz zgodnie z ówczesnymi przepisami, musielibyśmy mieć od kogoś oficjalne zaproszenia. To nam komplikowało sprawę. Tak więc Rosja czeka i planuję dotrzeć tam w ostatnim etapie. Chcemy też odwiedzić Gibraltar, czyli południowy cypel Europy, chociaż będzie to trudne ze względu na koszty.
- Chyba tegoroczna wyprawa do Francji była ciekawa?
- Każdy etap jest ciekawy, bo zawsze spotyka się coś nowego. Atrakcyjne są nie tylko krajobrazy, miasta, ale też spotkania z ludźmi i ich kulturą. Byliśmy w Paryżu, odwiedziliśmy miejsca słynnych bitew: Waterloo w Belgii i francuskie Verdun. Zawędrowaliśmy również do Luksemburga. Oczywiście pod koniec wyprawy nie mogliśmy ominąć Lourdes. Bardzo sympatycznie wspominamy ostatni etap w księstwie Andory, do której pojedziemy jeszcze za rok, bo zawsze zaczynamy sztafetę tam, gdzie się skończyła.
- Ile już macie miejsc etapowych?
- 172. Tylu poznałem prezydentów, burmistrzów, wiceburmistrzów. Mamy różne doświadczenia. Nieraz przyjmują nas z wielką pompą i niezwykle sympatycznie, ale też zdarza się, że jesteśmy niechciani. Nie wszyscy rozumieją cele naszych podróży. Jednak zdecydowanie więcej jest reakcji pozytywnych. Ludzie oferują nam pomoc, chcą przyjmować w domach, żywić.
- Czy w waszej sztafecie dużo jest uczestników z Polski?
- Przeważnie połowa. Ostatnio mieliśmy 4 zespoły po 9 osób, czyli 36 z Polski, a razem było 66.
- Nadal stosuje pan zasadę, że najpierw testujecie dokładnie trasę?
- Oczywiście. Mimo pomocnego GPS-u, opisujemy szczegółowo całą trasę. Bez dokładnej rozpiski byłyby potem kłopoty. Ponadto trzeba się przypomnieć, zapowiedzieć. Zawsze kilka dni po zakończeniu sztafety wraz z żoną Justyną objeżdżamy nową trasę.
- 8-letnia córka nadal wam towarzyszy?
- Zaczęła, gdy miała 3 lata i jeździ nieprzerwanie. O dziwo, bardzo dużo pamięta i wspomina te pierwsze podróże.
- W przyszłym roku Hiszpania, a dalej?
- Będziemy też w Portugalii. Koniecznie trzeba odwiedzić Fatimę. Po Hiszpanii należałoby jedną sztafetę zarezerwować na wyspy Morza Śródziemnego: Korsykę, Sardynię, Sycylię, Maltę.
- Kontynuujecie spotkania byłych ryniczan?
- Tak. W tym roku przyjechało 40 osób. Zawsze są dwa dni. Tegoroczne można zaliczyć do bardzo udanych. Przyjechał wspaniały pastor Justus Werdin. Mówił nawet po polsku, a nabożeństwo w świetlicy poprowadził tak, że nasi ludzie z Rynicy i Niemcy nie odczuli żadnych różnic. Wytworzył taką atmosferę, że wszyscy modlili się tak, jakby byli jednego wyznania. Potem poszliśmy na cmentarz, gdzie Niemcy na grobach swoich bliskich złożyli kwiaty, zapalili znicze.
- Kto opiekuje się cmentarzem?
- Od lat sołtys. Podjął się tego zadania, gdy zrobiliśmy tam porządek.
Rozm. i fot. Tadeusz Wójcik

do góry
2020 ©  Gazeta Chojeńska