Dzisiaj jest piątek, 08 sierpnia 2020 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 47 z dnia 24.11.2009

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Polki znów rodzą w Schwedt
Hetman ustąpił obywatelom
Jest "Rocznik Chojeński"!
Paraliż władzy w Chojnie
Podatki lokalne na 2010 rok
Litwa nad Odrą
WŁÓCZYKIJ wśród najlepszych
DoDoHa w szczecińskim parnasie
Trener czy psycholog?
Sport

Polki znów rodzą w Schwedt

Po dwuletnim zamieszaniu i prokuratorskim dochodzeniu w sprawie polskich porodów w klinice w Schwedt (bo Narodowy Fundusz Zdrowia w Szczecinie nie chciał pokryć kosztów, gdyż uznał, że nie były to nagłe przypadki i ciężarne kobiety planowały tam wyjazdy), Polki znów rodzą za Odrą, przyciągane warunkami bardziej komfortowymi niż w Polsce. Magnesem jest też znieczulenie i cesarskie cięcie na życzenie, co u nas jest nadal problemem. Teraz nikt już nie zgłasza zastrzeżeń prawnych, bo kobiety płacą za poród w Niemczech, a część pieniędzy (średnio od 25 do 50 procent), czyli równowartość kosztów porodu w Polsce, może im zwrócić nasz NFZ.

Dwa lata temu polskie porody stanowiły 25 procent w szpitalu w Schwedt, a dzisiaj 10 proc. W ub. roku urodziło się tam 50 polskich dzieci. Znacznie mniej Polek korzysta teraz w Schwedt z aborcji, gdyż nie wykonują jej już tam polscy lekarze. Zabieg kosztuje obecnie 550 euro. W tamtejszej klinice aż jedna piąta lekarzy to Polacy.

Dziś rozmowa z pracującą od 8 lat w klinice Asklepios w Schwedt lek. med. Beatą Łój - specjalistą ginekologii i położnictwa

"Gazeta Chojeńska": - W kwietniu 2007 roku, gdy rozmawiałem z ówczesnym ordynatorem oddziału ginekologiczno-położniczego kliniki w Schwedt - Januszem Rudzińskim, polskich porodów było w waszym szpitalu 25 procent. Ile jest teraz?
- Około 10 procent. To Polki, które przede wszystkim mieszkają w Niemczech, bo kupiły tu nieruchomości. Pracują w Polsce, gdzie odprowadzają też składki na ubezpieczenie. Pacjentki otrzymują w NFZ tzw. druk 106 i zgłaszają się do obojętnie której kasy chorych w Niemczech. Kasa wydaje kartę upoważniającą do korzystania ze wszystkich usług medycznych w Niemczech, najczęściej dla całej rodziny. Mamy pacjentki z okolic Prenzlau, Rosowa, Löcknitz itp.
- Czyli decyduje kraj zamieszkania i zameldowania, a nie kraj pracy i ubezpieczenia.
- Tak. Jesteśmy obywatelami Unii Europejskiej i możemy mieszkać w każdym miejscu Unii, a państwo, w którym odprowadzamy składki, gwarantuje nam usługi medyczne tam, gdzie mieszkamy. Działa to też w drugą stronę, czyli w przypadku Niemców, którzy osiedlają się w Polsce. Nasz NFZ wydaje im polską kartę, uprawniającą do leczenia.
- Coraz więcej osób w Polsce wyrabia sobie w NFZ-ecie Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego.
- Ona upoważnia do bezpłatnego leczenia za granicą, ale tylko w nagłych wypadkach. Coraz więcej Polaków korzysta z gabinetów ambulatoryjnych naszej przyklinicznej przychodni, gdzie zapewniamy szybki dostęp do lekarzy wszystkich specjalności. Osobiście prowadzę raz w tygodniu poradnię ginekologiczną dla polskich pacjentek, które mieszkają w Niemczech, ale nie władają jeszcze dobrze językiem. Ciężarne potem też u nas rodzą. Wracając do porodów - druga grupa Polek to te mieszkające w Polsce i one płacą za porody.
- Ile płacą za poród?
- Całkowity koszt to ok. 1000-1500 euro. Jest oczywiście cesarskie cięcie na życzenie, czego w Polsce się nie praktykuje. Nawet gdyby kobieta musiała zostać na oddziale trzy tygodnie lub gdyby coś się stało z noworodkiem i musiałby być długo na intensywnej terapii, to wszystko jest już w tej kwocie. Jedyna dodatkowa opłata to za ewentualny nocleg męża. Nasz szpital uzyskał status centrum perinatologicznego, czyli jesteśmy szpitalem o jednym z najwyższych stopni usług medycznych odnośnie noworodków. Wyższy stopień w Niemczech mają tylko kliniki uniwersyteckie. Trafiają do nas ciężarne najwyższego ryzyka. To ważne dla Polek, bo są one bardzo dociekliwe, o wszystko nas wypytują. Na początku niemieccy lekarze i pielęgniarki byli nieprzyzwyczajeni do tego: jak kobieta może aż tyle pytać? Teraz nasze położne uwielbiają opiekować się polskimi pacjentkami i mówią o nich, że to najwspanialsze rodzące.
- Dlaczego?
- Bo wiedzą, czego chcą i są potem bardzo wdzięczne.
- Polki pokrywają całość kosztów, czy może jest jakaś umowa z polskim NFZ-etem na refundację części?
- Nie mamy indywidualnej umowy. Ale ogólne przepisy unijne są takie, że pacjent może pojechać za granicę na planowe leczenie, w tym także na planowy poród (który nie jest nagłym porodem). Składa podanie w NFZ-ecie i przysługuje mu kwota, którą NFZ zapłaciłby polskiemu szpitalowi.
- Ile to by było w przypadku porodu?
- Zależy to też od tego, czy jest to szpital kliniczny (jakim my jesteśmy), czy powiatowy. My nie zajmujemy się tą refundacją, to już należy do pacjentki. Dzisiaj wiele kobiet jest zdezorientowanych dochodzeniem w sprawie refundacji porodów Polek w Schwedt z poprzednich lat. Naszym marzeniem jest takie porozumienie z Polską, żeby z naszego szpitala, przynajmniej w nagłych przypadkach, mogli swobodnie korzystać Polacy z najbliższego regionu, np. z Krajnika, Chojny. To przecież tylko ok. 10 km. Jednak nie jest to do tej pory uregulowane - wyłącznie z winy polskiej strony. Jesteśmy ogromnym koncernem. Asklepios ma prawie 100 szpitali w całych Niemczech. Warto dodać, że 20 procent lekarzy w klinice w Schwedt to Polacy, z tego trzech na oddziale ginekologiczno-położniczym.
- Może polski NFZ boi się, że znów dostanie do zapłaty kolosalne rachunki, jak przedtem za porody Polek?
- Ale przecież to działa w obie strony. Na całym polskim Wybrzeżu działa rozwinięta sieć sanatoriów, z których korzystają Niemcy. Podobnie jest z gabinetami stomatologicznymi.
- Reasumując: przy obecnych, omówionych wyżej zasadach, porody Polek w Schwedt są całkowicie legalne i nie mogą wzbudzać niczyich zastrzeżeń?
- Tak.
- Jak Pani znalazła się w szpitalu w Schwedt?
- Najpierw jako studentka. Jesteśmy szkoleniowym szpitalem Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie. Na piątym roku robiłam tu fakultet z ginekologii, później miesiąc na szóstym, potem w ramach wymiany część stażu i w końcu zaproponowano mi tu etat.
- A języka uczyła się Pani wcześniej?
- Tak, w szkole średniej, ale też na studiach. Wszystkie praktyki odbywałam w niemieckich klinikach. Byłam trzecim polskim lekarzem w Schwedt. Nostryfikacja mojego dyplomu trwała dwa lata, a teraz, w warunkach Unii Europejskiej, zajmuje to tydzień.
Rozm. i fot. Robert Ryss

do góry
2020 ©  Gazeta Chojeńska