Dzisiaj jest czwartek, 02 lipca 2020 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 10 z dnia 08.03.2011

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Odnaleźć w sobie włóczykija
Milion euro dla Trzcińska
Transkultura, czyli kultura bez granic
Weto kuratora
Są potomkowie von Humbertów
Międzynarodowy Rok Lasów
I otrze Bóg z ich oczu wszelką łzę...
Wsparcie dla świątyni
Polsko-niemieckie zapusty w Zielinie
Sport

Odnaleźć w sobie włóczykija

Arek Ziemba mówił, że Madagaskar to już jego drugi dom, bo jeździ tam co rok
W niedzielę zakończyła się jedna z największych, a według niektórych największa impreza podróżnicza w Polsce - piąta edycja Gryfińskiego Festiwalu Miejsc i Podróży „Włóczykij”. 11 dni spotkań z globtroterami, pełnych opowieści, filmów i slajdów, a to wszystko okraszone niepowtarzalnymi dokumentami Wernera Herzoga, wystawami, degustacją kuchni - tym razem francuskiej i niemieckiej (a za Odrą także polskiej) oraz muzyką, którą trudno usłyszeć w radiu i telewizji. Impreza rozrasta się, pączkuje i niełatwo sobie wyobrazić, jak - przy zachowaniu tej tendencji - będzie wyglądać za rok. Już teraz jeden widz nie był w stanie ogarnąć wszystkiego. Tym większe uznanie dla pomysłodawcy festiwalu - Przemka Lewandowskiego, któremu udaje się ogarnąć to od strony organizacyjnej.

W tym roku prezentacje odbywały się równolegle w trzech miejscach w Gryfinie, a oprócz tego w Stargardzie i Baniach, gdzie w sobotę Marian Anklewicz przypomniał losy rozsypującego się na naszych oczach wspaniałego zamku w Swobnicy, co jest bolesnym przykładem słabości polskiego państwa.
W piątek nasz gryfiński heros - Marek Klonowski tym razem prezentował swą motocyklową wyprawę przez kirgisko-kazachskie stepy i góry, ubarwiając ją bezpretensjonalnymi i szczerymi komentarzami.
Po raz pierwszy w historii festiwal przekroczył granicę Polski: w niedzielę kilka prezentacji miało miejsce na zamku w niemieckim Penkunie - liczącym 1200 mieszkańców najmniejszym mieście Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Polscy uczestnicy zwiedzili miejscowość, a w muzeum Wolfgang Schubert opowiadał o zrekonstruowanej słowiańskiej wiosce-skansenie Ukranenland pod Torgelowem.
Jacek Pałkiewicz
Marek Klonowski
Specjalnym gościem „Włóczykija” był ostatniego dnia 68-letni Jacek Pałkiewicz - guru podróżników i survivalu nie tylko w Polsce. W 1996 r. odkrył źródła Amazonki, a jako 30-latek w 20 dni pieszo przeszedł Saharę. Potem m.in. przepłynął samotnie Atlantyk w małej łodzi ratunkowej i dotarł na reniferach do syberyjskiego bieguna zimna. W 1982 r. założył we Włoszech (gdzie mieszka) słynną szkołę przetrwania. Jest autorem wielu książek i artykułów. Jego spotkanie w Gryfinie miało tytuł „Droga odkrywcy” - tak samo jak opublikowana rok temu jego biografia.
Zamek Penkun w niedzielę gościł "Włóczykija"
Jednym z ważnych punktów „Włóczykija” był (z soboty na niedzielę) nocny rajd pieszy na orientację. Na dystansie 50 km wygrali: Grzegorz Łuczko i Marcin Marianowski, a na 100 km Piotr Szaciłowski i Andrzej Buchajewicz. Wkrótce więcej szczegółów. 27 lutego odbył się II Rajd Miejski Zakrzywienie czasoprzestrzeni”. Należało odnaleźć 10 punktów na terenie Gryfina i okolic oraz wykonać nietypowe zadania, np. zaśpiewać lub zagrać na instrumencie, strzelać do tarczy, a w siedzibie straży pożarnej w bojowym rynsztunku rozwinąć węże i strumieniem wody przewrócić pachołki. Wygrała para: Krzysztof Wojciechowski i Roland Erkiert, a drugie miejsce zajęli: Barbara Szczerbińska i Natalia Mikulska.
W piątek śpiewali w Gryfinie Paula i Karol
Na „Włóczykiju” można podziwiać nieznane i wspaniałe zakątki świata, ale można też uczyć się pokory, patrząc na herosów, dobrowolnie zmagających się z niewyobrażalnymi trudami wędrówek przez pustynie, śniegi, lodowce, tajgę albo przemierzających rowerami dwa razy większy od Polski górzysty Madagaskar (gdzie prawie nie ma nawet polnych dróg). Tych wędrowców popycha wspólna nam wszystkim tęsknota za nieograniczoną przestrzenią, wolnością. Większość z nas tę tęsknotę tłumi, bo sądzi, że jest niemożliwa do spełnienia. Ale gdy się odważymy spróbować, to okazuje się, że każdy ma coś z herosa. I wcale nie trzeba zaczynać od stukilometrowego nocnego rajdu „Włóczykija” czy pieszej wędrówki na biegun. Wystarczy bez specjalnego celu wsiąść na rower czy wypuścić się na parogodzinny spacer po lesie. Wtedy przez parę chwil przepełnia nas to, co podziwiamy u bohaterów „Włóczykija”...
Blade Loki
Tekst i fot. Robert Ryss

do góry
2020 ©  Gazeta Chojeńska