Dzisiaj jest wtorek, 29 września 2020 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 21 z dnia 24.05.2011

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Nowa Amerika z flagą w podróży
Cierniste ścieżki
Inkontakt 2011: biznes i zabawa
„Grosik” pierwszy w Polsce
Asfaltowanie Krzywina
66 tys. euro na staże gastronomów
Ja kontra Ghana (2)
Polsko-Niemiecki Festiwal Kultury i Sportu „Europa bez granic” - Trzcińsko-Zdrój
Konny zwiadowca (1)
Powiatowi tancerze
Zebrali 10 ton sprzętu
Sport

Konny zwiadowca (1)

16 kwietnia, podczas uroczystości upamiętniających 66. rocznicę forsowania Odry, przed pomnikiem „Chwała Saperom” w Gozdowicach udekorowano Kombatanckim Krzyżem Pamiątkowym „Zwycięzcom” niewielką grupę kombatantów, wśród których był por. Marian Kołaczyk z Morynia. Odznaczenie przyznane zostało przez Zarząd Główny Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych. Moryński „Zwycięzca” to były żołnierz I Armii WP, który przeszedł cały szlak bojowy od Lenino do Berlina, a nawet dalej, bo po kapitulacji Niemiec został wysłany z oddziałem około 100 km poza miasto, aby zatrzymywać nieświadome kapitulacji rozproszone jednostki, nadciągające na pomoc oblężonej stolicy. M. Kołaczyk jest chyba jedynym albo prawie jedynym żyjącym kombatantem na tym terenie, który przeszedł taką drogę. Ma doskonałą pamięć, ze swadą i humorem potrafi opowiadać. Mało tego, jest też sybirakiem i jako były robotnik (brygadzista) pamięta wiele drastycznych, przejmujących szczegółów z pobytu na Syberii, w obozie pracy koło Irkucka.

Los chciał, że M. Kołaczyk zamieszkał tu, gdzie w końcówce II wojny przebywał jako sztabowy zwiadowca. Gdy przygotowywano się do forsowania Odry, sztab ulokowano właśnie w Moryniu i tu pan Marian na swoim zgrabnym koniku, wyjeżdżając w kierunku zachodnim, zbierał meldunki. Wówczas zwiad konny był regularną formacją w armii. Jak się okazuje, w czasie przeprawy przez rzekę koń był bardzo pomocny i gdy zapytałem mego rozmówcę, czy nie miał kłopotów, żeby przetransportować zwierzę, to odpowiedział zdziwiony: „To on mnie transportował przy siodle, a nie ja jego”. Żal było po wojnie rozstać się z konikiem, ale trzeba było pozostawić go w armii.
Kolekcja odznaczeń Mariana Kołaczyka
Przeprowadziliśmy dłuższą rozmowę z Marianem Kołaczykiem i w kilku odcinkach przekażemy Państwu jego obozowe i wojenne wspomnienia.
Tekst i fot. Tadeusz Wójcik

do góry
2020 ©  Gazeta Chojeńska