Dzisiaj jest sobota, 31 lipca 2021 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 46 z dnia 15.11.2011

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Zamek znów gminny
Debata o wiatrakach
Kto z Bocianem?
Gospodarka czy rabunek?
Nie wypadłam źle
Zaraz trzeci Rocznik!
Zmarła najstarsza chojnianka
O najstarszych cmentarzach chojeńskich
Sputnik nad Gryfinem
„Wygnańcy” wracają
W Dolinie Miłości nie tylko miłośnie
Pokazali, co najlepsze
Powrót do tradycji
Sport

Gospodarka czy rabunek?

Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Moryniu debatowano o prawidłowościach gospodarki rybackiej na jeziorach w tej gminie. Faktycznie chodziło o jezioro Morzycko, bo dyskusja skupiła się wokół tego największego akwenu. Na sesję zaproszono wszystkie instytucje i organizacje zainteresowane owym problemem. Przybyli m.in. przedstawiciele Polskiego Związku Wędkarskiego ze Szczecina (dzierżawcy jeziora), Urzędu Marszałkowskiego, straży rybackiej, policji, miejscowego PZW. Prawie dwugodzinna debata była bardzo ostra. Doszło do niej nieprzypadkowo, bo tutejsi wędkarze od dłuższego czasu sygnalizowali, że ich zdaniem dzierżawca prowadzi niekontrolowaną, niewłaściwą gospodarkę rybacką. Chodzi głównie o częste odłowy i sprzedaż ryb poza ewidencjonowanym obrotem. Przypomnijmy, że parę lat temu, po rezygnacji poprzedniego dzierżawcy, zarządcą jeziora na 15 lat został w wyniku przetargu PZW w Szczecinie.

Formalnie jest w porządku
Burmistrz Jan Maranda powiedział na początek, że duża grupa wędkarzy (około 300 członków PZW) jest zaniepokojona sytuacją i trzeba te sprawy wyjaśnić, doprowadzić do porozumienia z dzierżawcą, wygasić konflikty. Przedstawiciel Urzędu Marszałkowskiego (reprezentującego właściciela akwenu - skarb państwa) nakreślił zagmatwaną sytuację prawną obszarów wodnych. Dodał, że dwie kontrole w tym obwodzie rybackim (w 2007 i 20011 r.) nie stwierdziły żadnych nieprawidłowości. Podkreślił jednak, iż sprawdzano głównie dokumentację: czy są podpisane umowy, terminy zarybiania itp. - Wszystko było właściwie udokumentowane - stwierdził.
Kluczowe było wystąpienie prezesa zarządu okręgowego PZW w Szczecinie Włodzimierza Kornaszewskiego. Przypomniał, że burmistrz Morynia zabiegał, żeby ten akwen przejął PZW. Kornaszewski mówił, iż zrobiono wiele, aby odtworzyć prawidłowy stan ryb, bo poprzedni zarządca, wiedząc, że nie odnowi umowy - „wybrał wszystko do dna”. Prezes przytoczył szereg liczb obrazujących kolejne etapy zarybiania, mówił o budżecie PZW i sztabie ichtiologów, pracujących na rzecz prawidłowej gospodarki rybackiej. Wyraził też żal, że PZW jako nowy dzierżawca nie dostał kredytu zaufania, bo praktyką jest, iż pierwszą kontrolę przeprowadza się po 3 latach użytkowania jeziora, a w Moryniu skontrolowano ich już po półtora roku. - To zbyt krótko, aby w pustym jeziorze zaszły istotne zmiany - przekonywał. Podał oficjalne wielkości odłowów kontrolnych sielawy w latach 2009-2011. Wynosiły one odpowiednio: 444, 872 i 594 kg. Nie dokonywano odłowów gospodarczych na sprzedaż.

Od prawej: prezes okręgu PZW Włodzimierz Kornaszewski,
dyrektor biura PZW w Szczecinie Emilian Pilch,
przedstawiciel Urzędu Marszałkowskiego
Riposta Józefa Piątka
Głos zabrał komendant policji z Chojny Miłosz Bogdański, chwaląc władze Morynia za istotną poprawę bezpieczeństwa na jeziorze Morzycko (strzeżone kąpielisko, nowa łódź patrolowa itp.) oraz za dobrą współpracę z policją. Odczytano także pozytywny raport Społecznej Straży Rybackiej, w którym nie stwierdzono znaczących przypadków łamania prawa w obwodach rybackich na terenie gminy.
Rozpoczęła się dyskusja. Już na wstępie wiceprzewodniczący rady Józef Piątek zapytał W. Kornaszewskiego, czy wierzy w to, co, sam odczytał i czy te dane trafiają do Urzędu Marszałkowskiego. Prezes odparł, iż nie ma powodu, aby kłamać. Piątek oznajmił więc, że w ciągu dwóch letnich miesięcy 2009 roku rybak, który wygrał przetarg, wyłowił i sprzedał ponad 3 tony sielawy, a nie 444 kg. Sprzedawano też inne gatunki. Radny twierdził, że ryby odławiano codziennie. Dodał, iż nie ma nic przeciwko temu, ale powinien być to legalny, ewidencjonowany obrót. - Wraz z członkami miejscowego koła walczymy o to, żeby pieniądze zasilały konto PZW, a nie wyciekały w nielegalny sposób - mówił wiceprzewodniczący i dodał, że przy odłowach jest zawsze obecny syn dyrektora biura PZW ze Szczecina, nawet gdy nie ma rybaka, który wygrał przetarg. - Twierdzenie więc, że nie ma odłowów na sprzedaż, jest śmieszne. W tym roku było tak samo, bo mieszkańcy codziennie kupowali ryby - dodał Piątek. Stwierdził też, że niektóre przypadki tych praktyk zostały zarejestrowane.

Od tego są organa ścigania
Na te ostre zarzuty prezes Kornaszewski odparł, że obowiązkiem każdego obywatela jest zawiadomienie organów ścigania, gdy dostrzeże się przestępstwo. - Trzeba było to zrobić zaraz, a nie czekać 2 lata i teraz mówić o tym - dodał. Wyjaśnił, że przy każdych odłowach wpada do sieci inna ryba (tzw. przyłów) i to jest naturalny stan rzeczy. Polemizował ze stwierdzeniem, że odłowiono 3 tony, bo to jest niemożliwe. Przypomniał, że PZW jest dzierżawcą jeziora, a kontrola przez podglądanie i zaglądanie do kieszeni jest wątpliwa. Stwierdził jednak, iż weźmie usłyszane tu stwierdzenia pod uwagę i przeanalizuje sytuację. Podkreślił dobitnie, iż ma ogromny żal, że dopiero teraz te fakty do niego dotarły.

Po wypowiedzi prezesa wypowiedziało się jeszcze kilka osób, w tym prezes koła PZW w Moryniu Jan Garbacz, który też bardzo krytycznie wyrażał się o poczynaniach dzierżawcy. Jemu z kolei zarzucano, że kiedyś również pozyskiwał ryby bez ewidencji. Ujawniono jednocześnie, że na moryński Dzień Sielawy nieodpłatnie przekazano ryby i stąd zaniżone saldo połowów. W toku dalszej dyskusji padł wniosek, żeby okręg zrezygnował z dzierżawy i oddał Morzycko miejscowemu kołu. Posypały się wzajemne oskarżenia. Sprawę łagodził burmistrz Maranda, a jednocześnie przekonywał, że społeczeństwo, widząc nieprawidłowości, powinno reagować i to jest rzecz naturalna. Burmistrz dodał, iż problem tkwi w tym, że PZW ogłasza przetarg na odłowy, a potem zawodzi system kontroli.
Tekst i fot. Tadeusz Wójcik

do góry
2020 ©  Gazeta Chojeńska