Dzisiaj jest piątek, 08 sierpnia 2020 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 02 z dnia 10.01.2012

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Nasza Orkiestra
Zwiastun wiosny
Kolejne samorządowe budżety
Wybory w Trzcińsku
Chojeńscy ławnicy niezgodni z prawem
O więzieniach, symbolach i narzędziach władzy sądowniczej w dawnej Chojnie oraz strasznej historii komtura z Rurki słów kilka (2)
Prom nagrodzony
Są już karnety na „Włóczykija”
Pieniądze przekazane
Nie ma ratunku dla spółdzielni

Nie ma ratunku dla spółdzielni

Niespełna 3 lata temu pisaliśmy o dużym zamieszaniu i konflikcie w Gminnej Spółdzielni „SCh” w Baniach. Przypomnijmy, że wtedy do dymisji podał się cały trzyosobowy zarząd z prezesem Januszem Łyjakiem na czele. W rozmowy z naszą gazetą prezes wyznał, iż główną przyczyną dymisji była niemożność realizowania przedstawionej przez zarząd koncepcji dalszego funkcjonowania spółdzielni. Jako głównych sprawców blokowania owej wizji wymienił członka rady nadzorczej Stanisława Fedorskiego i drugiego członka spółdzielni – prezesa SKR w Baniach Zbigniewa Kotnisa. Po rezygnacji władz ogłoszono konkurs na zarządzanie firmą. Spośród kilkunastu kandydatów funkcję tę powierzono Bogusławowi Stankiewiczowi ze Szczecina. Jednak po kilku miesiącach został on odwołany i z czasem praktycznie wrócono do pierwotnego zarządu – z tym, że prezesem został Józef Medyński (były wiceprezes), a wiceprezesem Janusz Łyjak.
Obecnie znów z Bań dochodzą sygnały o niepokojach w spółdzielni. Tym razem rozmawiamy z byłymi oponentami prezesa Łyjaka: Stanisławem Fedorskim i Zbigniewem Kotnisem.

Część bazy magazynowej w Baniach, która aktualnie ma być sprzedana
„Gazeta Chojeńska”: - Przed trzema laty byliście głównymi oponentami obecnych władz spółdzielni, bo one po tych wszystkich zawirowaniach niewiele się zmieniły. Obecnie nie jesteście już w ścisłym kierownictwie, bo żaden z panów nie jest ani w zarządzie, ani w radzie nadzorczej, ale jesteście członkami spółdzielni. Zbliża się kolejny okres rozliczeniowy, czyli walne zgromadzenie członków. Jak oceniacie obecną kondycje firmy?

Zbigniew Kotnis: - Wrócę jednak do sytuacji sprzed 3 lat, gdy oskarżano mnie o chęć rozwalenia spółdzielni, aby - zdaniem prezesa Łyjaka - móc jak najwięcej wyszarpać dla siebie. W rzeczywistości miałem inną koncepcję. Była nieciekawa sytuacja. Chaotycznie pozbywano się majątku, aby przetrwać i go przejadać, a ja uważałem, że były to nieracjonalne działania. Proponowałem połączenie spółdzielni z naszą firmą, czyli SKR-em. Miało to sens, bo mamy magazyny zbożowe, ziemię, sprzęt i można było zachować ten majątek.

- Pan oficjalnie przedstawił taka koncepcję?

- W zasadzie nie, bo parokrotnie chciałem zaprezentować te plany na forum rady nadzorczej, lecz nie pozwolono mi na to.

- Ale wtedy GS miała nóż na gardle i trzeba było się ratować, bo brakowało funduszy. Na koncepcyjne warianty nie było czasu.

- Długi były, ale nie takie, żeby nie można było doprowadzić do stabilizacji. Przecież prezes wyprzedawał majątek i pokrywał wszystkie koszty bieżącej działalności. Zresztą można było wziąć kredyt, wydzierżawić sklepy, żeby nie przynosiły strat itd., a nie po linii najmniejszego oporu pozbywać się wszystkiego. Łącząc się z GS-em, znacznie obniżylibyśmy koszty działalności (własna podprodukcja), na co się ciągle prezes Łyjak uskarżał - chociażby podatek od nieruchomości. Wyliczyłem ówczesnemu przewodniczącemu rady nadzorczej Borkowskiemu, że na połączeniu firm zaoszczędzilibyśmy około 270 tys. zł. rocznie. My, jako Spółdzielnia Kółek Rolniczych, dostaliśmy z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 700 tys. zł (brutto, bo był własny udział) na modernizację gospodarstw i zostało nam z tego 400 tys., które moglibyśmy zainwestować w modernizację magazynów skupowych, gdyby nasza koncepcja doszła do skutku. To na owe czasy było dobre przedsięwzięcie, bo taki biznes dobrze prosperuje.

- Czy pan Łyjak znał te plany?

- Na pewno przewodniczący rady nadzorczej go o tym poinformował.

Stanisław Fedorski: - Koncepcja, o której mówi mój kolega, była znana prezesowi Łyjakowi dużo wcześniej - jeszcze za poprzednika - p. Kotnisa. Pojechaliśmy z ówczesnym członkiem rady nadzorczej Marcelim Śmiałkiem do prezesa Łyjaka z propozycją połączenia firm. Pan Łyjak przedstawił taką wersje, że my złapaliśmy się za głowę. Firmą przejmującą miał być GS. Wyprzedaż sprzętu, majątku itp. Czyli mniej więcej to, co robione jest teraz. Role powinny być odwrócone, bo przecież to nie SKR był pod kreską i groziła mu upadłość, więc my powinniśmy być wiodącym podmiotem. Gwarantowaliśmy, że nie będzie żadnej redukcji pracowników.

- A ilu obecnie zatrudnia GS?

S.F. - Chyba poniżej 20.

- Czyli prezes zrealizował swą koncepcję sprzed 3 lat redukcji z 60 do 20 osób.

Z.K. - Tak, tylko w tym najbardziej negatywnym sensie, bo majątek został wysprzedany i pieniędzy nie ma.

- Co konkretnie przez ten okres sprzedano?

S.F. - Nie zostało już nic. Praktycznie zostały tylko biura.

- A sklepy?

- Wszystkie sprzedane.

- To duży majątek.

- Dostaliśmy po około 12 tys. zł z nadwyżki z tytułu sprzedaży za 2010 rok (jest 50 członków). [śmiech] - A chodziła taka plotka, że jak się zagłosuje za koncepcją p. Łyjaka i dojdzie do likwidacji, to każdy dostanie po 280 tys. I niektórzy w to uwierzyli.

Z.K. - Najbardziej nas boli magazyn zbożowy, który byłby potrzebny wszystkim członkom i okolicznym rolnikom. Tam są jeszcze magazyny nawozowe, węglowe, środków ochrony roślin itd. Teraz już nie mamy nic. Magazyny były pierwotnie wycenione na ponad 4,5 mln zł, a sprzedane podobno za 1,2 mln. Niby transakcja jeszcze nie jest do końca dokonana, bo nie podpisano aktu notarialnego. Wracając do dawnej sytuacji, prezes myślał, że gdy odejdzie, to spółdzielnia się zawali. Lecz po wyborze Bogusława Stankiewicza z Akademii Rolniczej ze Szczecina po pewnym czasie wszystko zaczęło się normalizować.

S.F. - Przed nowym prezesem postawiliśmy zadanie: może nie być zysków, ale nie może być strat. I z tego się wywiązał. Był nawet zysk - o ile sobie przypominam - 28 tys. zł. Potem chyba z zawiści zaczęto mu rzucać kłody pod nogi, robiąc wszystko, żeby wykazać, że jest jak najgorzej.

- Stankiewicz też coś sprzedawał?

S.F. - Ani jednego przysłowiowego gwoździa nie sprzedał.

Z.K. - Wydzierżawił te podmioty, które przynosiły straty na warunkach rynkowych (z malutkim zyskiem) i to zadziałało. To był człowiek obcy, bez żadnych układów i miał łatwiejszą sytuację.

S.F. - Kiedyś nas posądzano, że chcemy rozgrabić majątek GS. Ja się nie boję powiedzieć, że właśnie teraz to się dzieje.

Z.K. - Mnie to bardzo boli, że wtedy my przedstawiliśmy konkretną propozycję, a potraktowano nas jak wrogów, nie przedstawiając innej. Ograniczono się jedynie do wyprzedaży majątku, idąc po linii najmniejszego oporu. Przecież mamy w tej gminie ludzi kompetentnych, oddanych, o dużym potencjale intelektualnym i można było zrobić inaczej. To, co stało się w GS, jest przykładem, jak nie powinno się postąpić w firmie. Niech to będzie przestrogą dla innych.

- No tak, ale formalnie firma jeszcze istnieje, a wy jesteście jej członkami. Wkrótce jest walne zgromadzenie. Macie jakąś propozycję?

S.F. - Teraz już nie da się nic zrobić. Jedynie to, żeby odzyskać godziwe pieniądze dla wszystkich członków.

- To będziecie wnioskować o upadłość?

- Nie, to byłaby najgorsza propozycja. Chcielibyśmy (o ile uzyskamy akceptację większości) zbyć to, co zostało, a gdyby była jakaś resztówka, poprosimy gminę o przejęcie. Potem trzeba spłacić wszystkich pracowników (odprawy itp.), a resztę rozdysponować między członków.

- Czy taka operacja jest możliwa w krótkim czasie?

Z.K. - Potrzeba nam na to trzech miesięcy, ale nie przez likwidatora, bo będą duże koszty. Mamy wszystko opracowane i możemy w tym terminie to zrobić.

- A jak wasza koncepcja nie przejdzie?

S.F. - To może być tak, że po pewnym czasie firma dojdzie do takiego stanu, że jeszcze komornik z nas ściągnie po te 12 tysięcy, które otrzymaliśmy. Jest taka możliwość, dopóki nie jest zamknięta działalność spółdzielni, bo my przecież odpowiadamy majątkiem. Ale powtarzam jeszcze raz: obecnie nie ma ratunku dla spółdzielni.
Rozm. i fot. Tadeusz Wójcik

do góry
2020 ©  Gazeta Chojeńska