Dzisiaj jest wtorek, 29 września 2020 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 29 z dnia 16.07.2013

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Przychodnia wydzierżawiona bez hipoteki
Śmieci jako źródło energii?
Były burmistrz Chojny o stacji paliw w Krajniku
Pieniądze na cmentarze
W Baniach, w Bani czy w Baniu? (2)
Europejczycy w Chojnie
Starsza druhna Katarzyna
Zdążyć przed powodzią
Aktywna biblioteka
Konkurs o murach
Bieg i prezentacje na Dni Integracji
Sport

W Baniach, w Bani czy w Baniu? (2)

Przed tygodniem zaprezentowaliśmy pierwszą część tekstu prof. Edwarda Rymara, zainspirowanego nowym urzędowym wykazem nazw miejscowości, opracowanym przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, a obowiązującym od marca. Podaje on odmianę nazwy miejscowości Banie w dopełniaczu jako „Bania” (czyli „do Bania”, „w Baniu”, a nie „do Bań” ani „w Baniach”). Pisaliśmy o tym w styczniu w nr. 5. Według prof. Rymara nie jest to stworzenie, lecz przypomnienie prawidłowej formy. Dziś dokończenie tekstu.


Prof. Edward Rymar
Kiedy przystąpiłem do redagowania (w znacznym stopniu napisania) wspomnianej monografii gminy Banie (wydanej w 1999 roku), musiałem zderzyć na nowo wprowadzoną urzędowo po II wojnie normę językową z powszechnie stosowaną. Akurat jakoś wtedy prof. Ewa Kołodziejek z Uniwersytetu Szczecińskiego w stałym felietonie „Językowa corrida” na łamach „Kuriera Szczecińskiego” zajęła się Baniem (to Banie czy te Banie?). Wtedy w liście do niej podniosłem aspekty prawne jak powyżej i kończyłem: „Uporczywe stosowanie - zwłaszcza w Baniu - formy upowszechnionej przez Ewę Kołodziejek jest łamaniem prawa (…). Zatem bronię Bania, choć nie muszę. Będę stosował tę formę aż do zmiany nazwy w trybie urzędowym, bo taki nas obowiązuje w odniesieniu do nazw miejscowości” (cytat zresztą za książką E. Kołodziejek „Językowa corrida 2, czyli walki z bykami ciąg dalszy”, Szczecin 1999, s. 71).
Językoznawca, kierując się swymi względami i bagatelizując administracyjne, wsparła się wtedy „Słownikiem normatywnym nazw miejscowych województwa szczecińskiego” Edwarda Homy, który też opowiedział się za liczbą mnogą i odmianą: w Baniach, do Bań (E. Kołodziejek „Banie raz jeszcze” - „Kurier Szczec.” 21-23 XI 1997). W ślad za tym i moja ówczesna polemistka podtrzymała siłę tego zwyczaju językowego, bo nawet najbardziej rygorystyczna norma nie zmieni lokalnej tradycji i przyzwyczajeń językowych mieszkańców danej miejscowości. A Banie są (jest?) przykładem ścierania się tych dwóch tendencji. „I nie można tu mówić o łamaniu prawa, a co najwyżej o naruszaniu skodyfikowanej normy. Najlepszym wyjściem z tej patowej sytuacji byłoby przeprowadzenie ankiety wśród mieszkańców, (…) bo tym sposobem mogłyby zakończyć się trwające bez mała pół wieku spory o odmianę nazwy Banie” („Językowa corrida 2”, s. 72).

Gdy z tej strony nie otrzymałem satysfakcjonującej opinii, zwróciłem się do innych autorytetów współczesnych: profesorów Jerzego Bralczyka i Jana Miodka. Niestety, ich opinie były podobne: norma utrwalona przez mieszkańców jest ważniejsza od narzucanej! Dlatego ugiąć się było trzeba i stosować liczbę mnogą przy redagowaniu wspomnianej książki z 1999 r., a przysłowiowym gwoździem było wtedy wyciągnięcie z biurka przez wójta Ryszarda Jusia wspomnianego rozporządzenia z 1986 r. Stanąłem więc na gruncie normy zwyczajowej, by nie narażać się na gromy ze strony mieszkańców. Niejako przyłożyłem rękę do łamania prawa, mając jednak ową dyspensę z 1986 r.
Sprawa jednak żyła nadal. Prof. Kołodziejek, dręczona przez mój zarzut w sprawie łamania prawa (i sądząc błędnie do tej pory, że liczba pojedyncza rodzaju nijakiego to forma „zalecana przez Rosponda”, podczas gdy to przecież norma poparta aktem prawnym), zrealizowała pomysł z odwołaniem się do „ostatecznego arbitra”- miejscowej ludności. Studentka Ola z polonistyki szczecińskiej dotarła z ankietą do 64 mieszkańców. Okazało się - i nic w tym dziwnego po tylu latach - że tylko jednak osoba użyła formy urzędowej z 1946 r. Efekty były następujące: jadę do Bań - 9 głosów, do Bani - 54, do Bania - 1. Większość ankietowanych preferowała formy rodzaju żeńskiego: jadę do Bani, mieszkam w Bani. Pani profesor sądziła, że „narzucona” (sic!!!) po wojnie przez Komisję Ustalania Nazw Miejscowych postać liczby pojedynczej „to Banie” nie zachowała się i spontanicznie utworzona została forma rodzaju żeńskiego „Bania”, zatem obie formy należy uznać (w Baniach, jak i w Bani). Zapowiedziała wystąpienie z wnioskiem w tej sprawie do Rady Języka Polskiego („Banie”, „Kurier Szczec.” z 2 VI 2000, s. 22), jednak nie znajduję tej ostatniej groźby w wersji późniejszej tekstu („Licz się ze słowami. Językowa corrida 3” - Szczecin 2003, s. 123).

Nową fazę dyskusji oznacza, jak się dowiaduję, rozporządzenie ministra administracji i cyfryzacji, podpisane 13 grudnia 2012 r., które weszło w życie po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw. Powtórzono normę z 1946 r. (to Banie, do Bania, w Baniu). Redaktorowi „Gazety Chojeńskiej”, pytającemu, czym się kierowano, ustalając takie formy, Artur Koziołek - rzecznik prasowy ministerstwa odpowiedział, że „końcówki dopełniaczy oraz formy przymiotnikowe zostały opracowane przez ekspertów z dziedziny językoznawstwa” w latach 2004-2011. Ci ministerialni językoznawcy, opiniujący nazwy dla ministerstwa, sięgnęli rzecz jasna do powojennych decyzji Komisji Ustalania Nazw Miejscowych i Obiektów Fizjograficznych. Wójta w Baniu się nie pytali, tylko przypomnieli obowiązującą normę z lat 40. Ale przy tej okazji nie skasowali zarządzenia szefa URM-u z 24 III 1986 r. Też zbłądzili!


Banie palestyńskie?
Przy dociekaniach językoznawczych warto uwzględnić jeszcze jeden ciekawy trop, wskazujący na możliwość przeniesienia na Pomorze w XIII w. nazwy Banie z Palestyny! W tym wypadku to ani słowiańska, ani germańska nazwa! Zasygnalizowałem taką możliwość już w owej książce z 1999 r., do czego teraz wypada powrócić, by zwiększyć siłę argumentacji.
W północno-zachodniej Syrii, na wzgórzach Golan, w pobliżu źródeł Jordanu, jest jez. Banias i fenicka już twierdza i miasto Banijas, biblijna Paneas, tj. „miejsce/miasto Pana” (czyli Boga, Paneasa), odwiedzana przez Jezusa, który tu dał Piotrowi obietnicę, ze stanie się niewzruszoną opoką przyszłego Kościoła (Mt. 16, 13-20, Mk 8, 27-30, Łk 9, 18-21). W czasach hellenistycznych i rzymskich to Cesarea Philippi, potem bizantyjska, od 635 r. arabska Paneas, zdobyta przez krzyżowców w 1099 r. Baniyas, też ośrodek biskupstwa, utracona w 1132, odzyskana w 1139, odparła dzięki templariuszom oblężenie Nur-ad-Dina w 1157 r., padła jednak w 1164. W okresie bitwy z wojskami Saladyna pod Hattin (1187), która zmiotła krzyżowców z Palestyny i Syrii, 150 templariuszy pod wielkim mistrzem Gerardem de Richefort stanęło pod Baniyas przeciwko 7000 jazdy al-Afdala - syna Saladyna. Mury tej twierdzy zniszczono w 1219 r. Potem jeszcze podczas II Królestwa Jerozolimskiego, po krucjacie Ludwika Świętego (1248), w 1268 r. sułtan Bajbars zajął Banyas - zamek templariuszy.

Gdy w 1235 r. w Spandawie Barnim I pomorski przekazywał niemieckim templariuszom (z pobliskiego Tempelhofu?) ziemię Banen, była ona dotąd całkowicie słowiańska. Książę polecił, by ją opuścili liczni pomorscy pankowie, ale przy opisie granic obszaru pojawiły się m.in. aż cztery nazwy niemieckie: most Zichelesbrukke, las Bochwalt, droga Lotstich i „kamienny jaz” - Stenwere na rzece Rurzycy. Obecność owej palestyńskiej wszak „Drogi Lota” nastraja do skojarzenia i samego Bania z syryjskim Baniyasem. Jest przeto możliwe, że w trakcie objazdu terenu poprzedzającego jego opis w kancelarii księcia, odbiorcy, czyli templariusze, wprowadzali swojsko dla nich brzmiące nazwy terenowe, np. z Królestwa Jerozolimskiego lub tłumaczyli nazwy pomorskie na język niemiecki. Jeśli skojarzenie jest poprawne, wtedy Banie traktować wypadnie jako nazwę semicką. Nie jest to przecież jedyny przypadek. Potok Jordan w Brzesku pod Pyrzycami jest przecież wyraźną pamiątka chrztu masowego z 1124 roku, przeniesioną również z Palestyny. Nazw tego typu na Pomorzu jest więcej. Zestawił je kiedyś Robert Holsten (R. Holsten, „Biblische Flurnamen in Pommern” - „Baltische Studien”, N.F. XXXIII, Heft 1, 1931, s. 111-118).
Edward Rymar

do góry
2020 ©  Gazeta Chojeńska