Dzisiaj jest wtorek, 22 października 2019 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 40 z dnia 01.10.2019

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Szansa na unijne pieniądze!
Chcą łączyć instytucje
Wprowadzenie do historii chojeńskich Żydów
Nieziemskie i ziemskie atrakcje
Zielona nie do poznania
Sport

Wprowadzenie do historii chojeńskich Żydów

Podczas Dni Integracji i Ekumenizmu w Chojnie 6 września w tamtejszej Miejskiej Bibliotece Publicznej otwarta została objazdowa wystawa „Z biegiem rzeki. Dzieje Żydów nad Odrą”. Obejmuje okres od średniowiecza do czasów współczesnych. Prezentowana była już m.in. we Wrocławiu, Berlinie, Gorzowie, Greifswaldzie, w Książnicy Pomorskiej w Szczecinie. Stworzona została przez Niemieckie Forum Kultury Europy Środkowej i Wschodniej w Poczdamie, a autorkami są: Magdalena Abraham-Diefenbach i Magdalena Gębala. Wystawę można oglądać w Chojnie do końca października.
Jednym z punktów wernisażu 6 września było wystąpienie redaktora naczelnego „Gazety Chojeńskiej” Roberta Ryssa, zatytułowane „Wprowadzenie do historii chojeńskich Żydów”. Oto ten tekst.


Podwójny obowiązek pamięci
Nasza wystawa dotyczy Żydów z Nadodrza, ale jako jej polscy gospodarze występujemy w podwójnej roli: jako obecni mieszkańcy Nadodrza oraz jako przybysze lub bezpośredni potomkowie przybyszów z centralnej i wschodniej Polski, gdzie przed II wojną światową w wielu miastach żydowscy współmieszkańcy stanowili jedną trzecią obywateli (jak w Warszawie) lub 40% (jak w moim rodzinnym Lublinie). Były też miasteczka, gdzie polscy Żydzi byli większością. W całej Europie w 1939 roku żyło 9,711 mln Żydów, z czego najwięcej (3,225 mln) w Polsce. Polscy Żydzi stanowili jedną trzecią wszystkich Żydów europejskich i 10% obywateli Polski. Mimo to nie wypełniamy należycie obowiązku pamiętania o świecie, który na oczach naszych rodziców lub dziadków został krwawo unicestwiony w dokonanym przez hitlerowskie Niemcy Holokauście, a potem ślady tego świata pieczołowicie usuwaliśmy już wyłącznie własnymi rękami (czego przykład stanowi choćby los cmentarza żydowskiego w Chojnie). Tymczasem ciąży na nas podwójny obowiązek pamięci, wynikający z tego, że po pierwsze, byliśmy jako Polacy gospodarzami ziemi, na której rozgrywał się Holokaust, a po drugie byliśmy tego świadkami. „Świadek jest trochę ofiarą i trochę sprawcą” – powiedział jeden z największych polskich reporterów Wojciech Tochman, piszący o ludobójstwie w Rwandzie, które wydarzyło się bardzo niedawno, za naszego życia, w 1994 roku. Brzemię bycia świadkiem strasznych zbrodni jest bardzo ciężkie, dlatego tak często bywa zagłuszane i tłumione przez ludzi dźwigających to brzemię na swych barkach.
Obraz ten należy uzupełnić jeszcze faktem, że wśród Polaków byli też sprawcy sensu stricto. Ten potrójny syndrom: gospodarza, świadka i współsprawcy nie został do dziś należycie przepracowany w polskiej pamięci zbiorowej, choć już sporo zrobiliśmy w tym kierunku.

Tak jeszcze w 1963 roku wyglądała brama żydowskiego cmentarza w Chojnie przy al. Wojska Polskiego, naprzeciw stadionu (fot. J. Baranowski)

Tych parę wstępnych uwag być może zainteresuje osoby, które chciałyby zapytać, dlaczego współorganizujemy tutaj tę wystawę.
O historii żydowskich mieszkańców Chojny obszernie pisała w sześcioodcinkowym cyklu na łamach „Gazety Chojeńskiej” w 2012 roku nasza szczecińska koleżanka Joanna Kościelna. Cykl nosił tytuł „Z dziejów Żydów w Königsbergu” (bo do 1945 roku tak nazywało się to miasto). Zaczerpnijmy z tego cyklu trochę informacji.


Chojeńskie początki i pierwsze pogromy
Żydzi przybyli do Chojny prawdopodobnie wkrótce po lokacji miasta, czyli w połowie XIII wieku. Pierwszy dokument potwierdzający ich obecność w Nowej Marchii pochodzi z 1321 roku. 23 lata później margrabia brandenburski Ludwik Starszy (Wittelsbach) wystawił przywilej wszystkim Żydom nowomarchijskim. Ale to nie oznaczało początku sielanki. 20 września 1351 r. wójt margrabiego brandenburskiego Ludwika – Johann von Wedel spalił w Chojnie miejscowych Żydów, a ich majątek przejął. Najprawdopodobniej działo się to na fali pustoszącej wówczas Europę epidemii dżumy. Model szukania kozła ofiarnego zadziałał wtedy z dziką skutecznością, wykorzystując stare antysemickie stereotypy: Żydów oskarżano, że celowo wywołali epidemię, zatruwając studnie. Skutkiem była fala pogromów przetaczająca się przez Europę, w tym i Brandenburgię.
Podobny schemat zadziałał w 1510 r. Wymuszono torturami zeznania na człowieku, który z kościoła we wsi Knoblauch w Kraju Nadhawelańskim (Havelland) ukradł m.in. monstrancję i dwie hostie. Przesłuchujący wymusili dokładnie takie zeznania, jakie chcieli usłyszeć. Przez pół tysiąca lat niewiele się zmieniło, bo i dziś nieraz podobnie wyglądają przesłuchania, choćby w niedawnych czasach stalinowskich. A tamten złodziej monstrancji pod wpływem tortur zeznał, że hostie sprzedał Żydowi ze Spandau, ten zaś niby pociął je na kawałki, tak, że „krew z nich tryskała”, a pocięte rozesłał do innych wspólnot żydowskich w Brandenburgii. Ten klasyczny w świecie chrześcijańskim antyżydowski schemat stał się powodem nowej fali prześladowań, zwłaszcza że dodawano do tego plotki o rytualnym mordowaniu chrześcijańskich niemowląt. Elektor Joachim I Nestor zezwolił na aresztowanie ponad 100 Żydów i pod murami Berlina spalono na stosach 38 z nich, a dwóch, którzy przed śmiercią przyjęli chrzest, ścięto mieczem. Wkrótce potem elektor wypędził Żydów z całej Marchii Brandenburskiej. Jednak nakaz wygnania nie był ściśle przestrzegany.

Na mocy edyktu Fryderyka III z 1699 roku za zgodą władz Żydzi mogli nabywać nieruchomości, co sprzyjało osiadaniu na stałe. W 1777 roku Nową Marchię zamieszkiwało 359 Żydów, z tej liczby Chojnę 48, Gorzów 63, Trzcińsko 16, Myślibórz 16, Cedynię 6.


Żydzi w kronice miasta
Jak pisała Joanna Kościelna, prawie wszystko, co wiemy o obecności Żydów w Königsbergu od XIV do początków XVIII wieku, zawdzięczamy Augustinowi Kehrbergowi. Informacje te zawarł we wstępie do swego przekładu 28 psalmów z 1712 roku oraz w swej kronice miasta.

Od 1710 r. istniał w Chojnie cmentarz żydowski - przy drodze do Nawodnej (Nahausen). Judenstrasse (Judengasse), czyli ul. Żydowska – w Chojnie nazwa ta pojawia się już w 1429 roku w łacińskiej formie: platea Judeorum. To dzisiejsza ulica Szkolna.

W tym miejscu należy wspomnieć postać zmarłego w 2011 roku Eckeharta Ruthenberga, który samorzutnie i samodzielnie, bez finansowego i logistycznego wsparcia wielkich instytucji, odnalazł i opisał dziesiątki zapomnianych małych cmentarzy żydowskich na terenie NRD, a po przełomie także w zachodniej Polsce, w tym i w Chojnie. Czuję satysfakcję, że krótko przed jego śmiercią Stowarzyszenie Historyczno-Kulturalne „Terra Incognita” (którego jestem członkiem) zdążyło zorganizować w Chojnie i Szczecinie dwie wystawy dokumentujące oryginalną działalność Ruthenberga, a w 2014 roku wydaliśmy jego książkę „Dawne cmentarze żydowskie powiatu gryfińskiego i stargardzkiego”.

Po raz pierwszy o chojeńskiej synagodze wspomniano w roku 1704. Chodzi jednak tylko o budynek, w którym zbierano się na modlitwę. Kehrberg pisze, że jeszcze w 1724 roku nabożeństwa wspólnoty odbywały się w położonym koło Rynku domu Manassego Marcusa. Rzeczywistą synagogę wybudowano po prawej stronie Judengasse (później Lazarettstrasse, dziś ul. Szkolna), tuż przy murze miejskim, w 1756 roku, o czym dowiadujemy się z wydanego przez szczecińskiego rabina Wolfa Aloysa Meisela druku okolicznościowego, upamiętniającego stulecie tej świątyni. Na Rosenstrasse, czyli dzisiejszej ulicy Różanej znajdowała się mykwa – rytualna łaźnia, którą gmina wybudowała na zakupionej w 1810 roku działce.


Pełnoprawni obywatele
Okres Oświecenia zapoczątkował ruch asymilacji Żydów. Jednak dopiero wydany w 1812 r. przez króla Fryderyka Wilhelma III edykt uczynił Żydów pełnoprawnymi obywatelami Królestwa Pruskiego. Warunkiem uzyskania obywatelstwa było przyjęcie niemieckich nazwisk i imion oraz posługiwanie się językiem niemieckim. Zgodnie z edyktem, Żydzi mieli prawo do swobodnego osiedlania się, wykonywania zawodu, odbywania praktyk religijnych oraz nabywania nieruchomości. Mogli studiować na uniwersytetach, zajmować stanowiska akademickie i w administracji państwowej (tu jednakże za zgodą króla), a także być powoływani do wojska.
Te nowe perspektywy wykorzystali również chojeńscy Żydzi, przenosząc się do większych miast. Z Chojny pochodzili bogaci i wpływowi berlińscy kupcy i przedsiębiorcy: David Levin - właściciel manufaktury produkującej damskie okrycia, Beniamin Cohn - przedsiębiorca przewozowy, Salomon Cohn - handlarz wyrobami lnianymi, Moses Karo - kupiec i spedytor (syn chojeńskiego rabina), a przede wszystkim krawiec Hirsch (Herrmann) Gerson, urodzony w Chojnie w 1813 r., dostawca dworu królowej, właściciel dużej manufaktury produkującej odzież. Stworzył w Berlinie wielkie centrum konfekcyjne, uważane za pierwszy dom towarowy w tym mieście. Temu właśnie chojeńskiemu Żydowi powierzono uszycie płaszcza koronacyjnego króla Wilhelma I.

W ciągu XIX wieku liczebność gminy żydowskiej w Chojnie, ale i w innych nowomarchijskich i pomorskich miasteczkach stale się zmniejszała. Aktywnych Żydów przyciągały wielkie ośrodki przemysłowe i naukowe, rozpoczęła się też fala emigracji do USA. W roku 1890 mieszkało w Chojnie 122 Żydów, w 1925 tylko 46, co stanowiło zaledwie 0,8% wszystkich mieszkańców, w Trzcińsku-Zdroju 20 (0,7%), Moryniu 10 (0,7%), Cedyni 7 (0,4%), Mieszkowicach tylko 1 (0,02%). Powiat chojeński liczył wtedy 24 747 mieszkańców, w tym tylko 98 Żydów, czyli 0,4%.


Zagłada
Dojście do władzy w 1933 roku Adolfa Hitlera oznaczało początek tragedii także Żydów königsberskich. Norymberskie ustawy rasowe z 1935 roku pozbawiały ich wielu praw obywatelskich, skonfiskowano im majątki. W pobliskim Schwedt (a być może i w Chojnie) stawiano na ulicach słupy z napisami: „Juden sind in dieser Ortschaft nich erwünscht” (Nie życzymy sobie tu Żydów).

Nieco więcej chcę powiedzieć o jednej rodzinie, bo nasze ścieżki skrzyżowały się. Firma Brisch należała do Hansa Ernsta Brischa, urodzonego w 1887 r. w naszym Königsbergu. Zajmowała się handlem zbożem, a mieściła się przy Holzstrasse (dziś ul. Jagiełły). Podczas I wojny Hans Brisch służył w artylerii, został ciężko ranny, dostał stopień oficerski. W końcu lat 30. od pewnego czasu mieszkał w Berlinie i zdołał wraz z synem uciec do Amsterdamu. Gdy Holandia znalazła się pod niemiecką okupacją, Brischowie zostali uwięzieni w obozie koncentracyjnym Theresienstadt. Brisch należał do grupy 19 tys. osób, które doczekały tam wyzwolenia. Wrócił do Holandii, ożenił się z Lidą Reinmann. Po wojnie opiekowali się młodą Holenderką – Manją Pach. Przechowała ona ich dokumenty, w tym dwa albumy rodzinnych zdjęć, wykonanych m.in. w Chojnie w latach dwudziestych i trzydziestych. W 1995 roku przekazała je w Nowym Jorku Instytutowi Leo Baecka, który umieścił je w Internecie, dzięki czemu natrafiła na tę historię Joanna Kościelna. Manja akt przekazania opatrzyła komentarzem: „Hans Ernst Brisch i jego żona Lida zajęli miejsce moich dziadków, którzy zostali zamordowani w Auschwitz. Urodziłam się w Amsterdamie w 1945 roku. Myślę o nich z szacunkiem i jestem wdzięczna, że przy mnie byli i dali mi to, co dziadkowie dają wnukom: miłość i opiekę”.
Ernst Brisch zmarł w 1971 r. Poruszona cyklem Joanny Kościelnej z „Gazety Chojeńskiej” Manja Pach w lecie 2012 roku przyjechała z Holandii do Chojny, spotkała się ze mną i z Michałem Gierkem (nie udało jej się spotkać z Joanną), oglądała nieliczne w okolicy ślady dawnego żydowskiego życia.


„Zgnilizna i zniszczenie”
W roku 1939 w lokalnym piśmie „Königsberger Kreiskalender” ukazał się artykuł pod tytułem „Königsberg i Żydzi”. Autorem był burmistrz Kurt Flöter. Pisał, że w jego biurze w chojeńskim ratuszu, na łukach gotyckiego sklepienia wypisano najważniejsze daty z dziejów miasta. Był tam też rok 1351, w którym spalono żyjących w Königsbergu Żydów. Jak stwierdził Flöter, to „znak tego, że już nasi przodkowie uznali Żydów za najgorszych wrogów swego narodu i nie lękali się zastosować radykalnych środków, aby się od nich uwolnić”. Przytaczał przy tym cały wór najbardziej antysemickich, czyli paranoicznych argumentów. Na przykład że „spuścizną po nich [czyli Żydach] jest zgnilizna, zniszczenie i śmierć”. Albo że „Żyd był, jest i pozostanie w swej istocie tym wszystkim, co złe i nieczyste” (bardzo pasowałoby tu tak lubiane ostatnio przez polskich biskupów słowo „zaraza”). Ponadto burmistrz Flöter chwali się, że w jego gabinecie wisi fotokopia dokumentu wójta Wedla z relacją ze spalenia Żydów w XIV wieku.

Parę miesięcy wcześniej, podczas pogromu zwanego Nocą Kryształową (9/10 listopada 1938) bojówki SA zniszczyły chojeńską synagogę. Pozostały tylko mury, w których w czasie wojny urządzono magazyn. Mury te stały jeszcze kilka lat po wojnie. Kirkut (przy obecnej al. Wojska Polskiego), jeden z najstarszych w Nowej Marchii, przestał ostatecznie istnieć w 1980 roku.
Na liście ofiar Holokaustu Instytut Yad Vashem wymienia 7 osób, które urodziły się w Chojnie. Tylko dwie z nich w latach wojny mieszkały w tym mieście. Obie zostały wywiezione do getta w Warszawie i tam zginęły.


Przeciw niepamięci i ignorancji
Tą wystawą czcimy pamięć także tej garstki königsberskich Żydów, a ja osobiście – niejako za pośrednictwem ich dusz – pragnę uczcić również pamięć tych kilkudziesięciu tysięcy zamordowanych Żydów z Lublina - miasta, w którym się urodziłem i wychowałem. Robię to dopiero teraz, bo gdy tam jeszcze mieszkałem, mimo że już dorosły, owładnięty byłem niepamięcią i ignorancją, jak niemal wszyscy moi rodacy.
Robert Ryss

do góry
2019 ©  Gazeta Chojeńska