Dzisiaj jest wtorek, 21 maja 2019 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 33 z dnia 13.08.2013

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Prezydent u nas
Woda łączy coraz bardziej
Moda i wyobraźnia
Muzyka i gotyk
Kwestia perspektywy
Hej Bieszczady! (1)
Konkurs rozstrzygnięty
Groźne pułapki w zaroślach
Sport

Kwestia perspektywy

Polemika z tekstem Roberta Ryssa

W „Gazecie Chojeńskiej” z 11 czerwca 2013 r. (nr 24) ukazał się artykuł www.gazetachojenska.pl/gazeta.php?numer=13-24&temat=4 redaktora naczelnego Roberta Ryssa pt. „Okaleczanie tożsamości”, w którym autor odniósł się do sceptycznych słów Jarosława Kaczyńskiego, dotyczących pomysłu upamiętnienia we wsi Zielin (gm. Mieszkowice, pow. gryfiński) niemieckiego poety Gottfrieda Benna. Pogląd prezesa Prawa i Sprawiedliwości oburzył pana Redaktora do imentu. Tak więc za uprawnione, a wręcz oczywiste, wydało mu się insynuowanie liderowi opozycji szerzenia „szkodliwych bredni”, sugerowanie mu ignorancji, głupoty, ksenofobii oraz przypisywanie cynizmu i podobnych podłości. Przy okazji w iście ekwilibrystyczny sposób udało się panu redaktorowi zahaczyć o Kościół katolicki w Polsce, następnie uderzyć w papieża Benedykta XVI (jako faszystę z Hitlerjugend), no i oczywiście w sposób pośredni zarzucić wszystkim śmiałkom, którzy mogliby podzielać zdanie Kaczyńskiego, antysemityzm i w ogóle wszystko co najgorsze.
Nieśmiało zaproponowałbym autorowi „okaleczania tożsamości” zmianę perspektywy widzenia - na polską ze wszystkimi tego konsekwencjami. Wtedy słowa Kaczyńskiego wydadzą się adekwatne i prawdziwe.
Redaktor Ryss niejednokrotnie pisał już w „Gazecie Chojeńskiej” na temat Gottfrieda Benna, przypominając tego poetę, w jego relacji - cenionego przez cały świat, niestety, niezauważonego w Polsce. Pan Redaktor uświadamia mieszkańcom Zielina, że przez pewien czas mieszkał tam znany niemiecki artysta. Tekst z 5 marca br. [w rzeczywistości z 13 marca 2012 roku - red.] informuje, że „zwołano w świetlicy wiejskiej w Zielinie zebranie mieszkańców tej miejscowości w celu przeprowadzania konsultacji społecznych w sprawie upamiętnienia Gottfrieda Benna”. Przybyli znakomici goście z Niemiec, przygotowano biogram poety, który rozdano dzieciom i wyłożono w sklepie. Dalej czytamy, że mieszkańcy nawet nie przeczytali przygotowanych materiałów, a powodem tego niegodziwego zaniechania była - według redaktora Ryssa - bariera natury intelektualnej, gdyż tekst został napisany prawdopodobnie „momentami zbyt hermetycznym językiem”.

Tak się składa, że doskonale rozumiem reakcję wyrazistego sceptycyzmu mieszkańców Zielina. Bo właśnie na tym polega suwerenność, wolność i demokracja, a więc wartości tak ukochane przez Polaków, że w sposób swobodny decyduje się o tym, kogo chce się upamiętniać, a kogo nie. Jeśli panu redaktorowi tak bardzo zależy na honorowaniu jakiegoś zagranicznego twórcy, to ma do tego prawo. Proszę więc założyć stowarzyszenie miłośników artysty, nieustannie zanosić pod strzechy twórczość poety i przekonać ludzi do tego, że warto czytać jego wiersze i że dla mieszkańców Zielina czy też wszystkich Polaków mają te dzieła nieprzeciętną wartość. Że dla naszej kultury albo wręcz kultury globalnej mają teksty Benna wartość uniwersalną, a wówczas może dojdzie do upamiętnienia niedoszłego niemieckiego wieszcza.
Cóż wiemy o Gottfriedzie Bennie? Od pana Ryssa dowiadujemy się, że był to twórca wybitny, bo w Niemczech się tak ostatnio mówi. Redaktor cytuje też wspomnienia Benna z dzieciństwa spędzonego w miejscowości Sellin (dzisiejszy Zielin), z których wynika, że z zadowoleniem i z sentymentem wraca pamięcią w tamte czasy. Dla spragnionych bardziej szczegółowych informacji zostaje choćby Internet, z którego dowiadujemy się dodatkowo, że Benn jest postacią dość „kontrowersyjną”, bo przez względnie długi czas wspierał reżim hitlerowski i nazizm (pisał m.in. o hodowaniu nowego biologicznego gatunku, o eugenice nazistowskiej i innych bredniach - tutaj użycie tego słowa jest jak najbardziej wskazane). W tym miejscu podkreślić należy aktywny okres wspierania reżimu, a nie sam fakt życia w czasach nazizmu.
Zuchwała supozycja redaktora Ryssa jakoby Joseph Ratzinger miał jakieś czarne plamy w życiorysie, bo jak każde dziecko należał w hitlerowskiej Rzeszy do Hitlerjugend, to zupełna niegodziwość, według której należałoby dzisiaj per analogiam nazwać „starym komuchem” każdego, kto żył w okresie komunistycznego zniewolenia.
Gottfried Benn nie pisał po polsku, nie czuł zatem żadnej więzi z polskością, a jego - nazwijmy to - problemy biograficzne powinniśmy zostawić Niemcom.

W świetle tych faktów nie może zatem nikogo dziwić pogląd prezesa PiS-u, że „nie ma co się utożsamiać z czymś, co z Polską i polskością nic wspólnego nie ma”. Nie nam honorować człowieka, który służył w szeroko pojętej machinie unicestwiającej Polaków podczas II wojny światowej (Benn pracował jako lekarz w Wehrmachcie, o przyjęcie do którego zresztą usilnie zabiegał). Został wprawdzie sanitariuszem w Hanowerze, ale równie dobrze mógłby przecież opatrywać esesmanów w którymś z polskich miast okupowanych przez Hitlera.
Podobnie sytuacja ma się z wymienionym przez Ryssa Henningiem von Tresckow. Podobnie jak von Stauffenberg zorganizował zamach na Hitlera. Ryss przy okazji trochę „podrasował” legendę von Tresckowa, pisząc, że ten „przypłacił życiem udział w zamachu na Hitlera”, a więc sugerując tym samym, że „bohatersko” zginął podczas zamachu. Tymczasem von Tresckow popełnił samobójstwo w obawie przed bezwzględnym śledztwem (czyli ze strachu). Co jednak dużo ważniejsze, obaj panowie kreowani dziś przez Niemców na omalże nieskazitelnych bohaterów, długo byli poplecznikami Hitlera, mordującymi Polaków. Von Tresckow znany jest dodatkowo z „Akcji Siano”, czyli akcji rabunku polskich dzieci, które z eugenicznego punktu widzenia zostały zakwalifikowane przez nazistów jako wartościowe. Chociażby o takich drobnostkach pan Ryss nawet nie wspomniał, podobnie jak o otrzymaniu przez von Tresckowa Krzyża Żelaznego Pierwszej Klasy za sukcesy na froncie polskim. Po prostu, na wojnie wywołanej przez Niemców odważnie zabijał Polaków! Wszak to tylko drobnostki, prawda?
Zatem jak dalekie od polskich, chrześcijańskich i bohaterskich ideałów są opisane wyżej zachowania ulubieńców redaktora Ryssa.
To, co mieszkańcy małych polskich miasteczek czują intuicyjnie, Kaczyński wyraża expressis verbis i właśnie to sprawia, iż jest on na ustach tak wielu Polaków i od lat pociąga za sobą olbrzymią część polskiego społeczeństwa.

Nie chciałbym pisać truizmów i szczegółowo dowodzić, jak bezsensowna jest antypisowska retoryka pana Ryssa, pozwolę sobie jednak zaznaczyć, że doprawdy niedorzecznością jest zarzucanie uosabiającemu obóz niepodległościowo-patriotyczny Kaczyńskiemu jakiegoś nacjonalizmu czy też stosowania „ściśle etnicznych kryteriów”. Śp. prof. Lech Kaczyński konsekwentnie budował politykę jagiellońską, mającą na celu integrację wolnych narodów środkowej i wschodniej Europy. Z tym że podkreślić należy słowo „wolnych”, bo w naszej tradycji wielokulturowość, tak jak ta z „pierwszej Unii Europejskiej” (bo czymś takim była I Rzeczpospolita), była efektem właśnie dobrowolności i zjednoczenia opartego na przyjaźni narodów - czyli odwrotności dzisiejszej integracji Europy „na siłę”, odwrotności Unii, w której wcale nie jest tak sielankowo, jak to widzi redaktor Ryss. Unii, w której ramach Niemcy budują własną politykę historyczną (np. film „Nasze matki, nasi ojcowie”), jak i ekonomiczną (np. sprawa gazociągu Nordstream), wymierzoną przeciwko Polsce. Owszem, polscy patrioci z PiS-u cenią wielonarodowy wymiar polskiej kultury i historii. Z punktu widzenia polskiego patrioty nie ma znaczenia etniczny rodowód osób współtworzących polski dorobek, a Polacy będą cenić każdego artystę, którego dzieła są wartościowe dla polskiej kultury lub współgrają z jej tradycją, czyli po prostu z duchem Narodu Polskiego.
Szeroki wachlarz ludzi cenionych przez „pisowskich” patriotów, których nazwiska i pochodzenie bynajmniej nie są rdzennie polskie, potwierdza tylko tezę, że dla nas, Polaków, polskość jest wyborem kulturowym, nie zaś etnicznym. Jeśli więc chcemy kogoś lub coś upamiętniać, to przesłanką konieczną jest odwołanie się do polskiej kultury (rozumianej szeroko) i zgodności z nią. A owa zgodność oznacza zakorzenienie twórców i ich dzieł chociażby w chrześcijańskiej wrażliwości. Jeśli dana osoba lub dany wytwór jej pracy nie spełnia takich kryteriów, to naturalnym biegiem rzeczy nie zasługuje na szczególne zaistnienie w naszej świadomości zbiorowej.

Wracając do strategii stosowanej przez zagranicznych polityków i dziennikarzy - celem ich działalności jest przede wszystkim wzmacnianie dumy narodowej i dbanie o interes swoich krajanów. W ramach tych zadań mieści się właśnie polityka historyczna, której inżynierami są politycy. Jarosław Kaczyński, jako polityk doświadczony, doskonale zdaję sobie z tego sprawę i wie, że dla Polski ważniejsze jest dziś zbudowanie chociażby Muzeum II Wojny Światowej, niż nacechowana kompleksami polityka przyjmowania bezkrytycznie niemieckich trendów i pomysłów (tych o większym wymiarze, jak np. powiększanie zasług i rozmiarów opozycji skierowanej przeciw Hitlerowi w ramach NSDAP, jak i tych o mniejszym lokalnym wymiarze), bo jest to w naszym narodowym interesie.
Stawiamy pamiątkowe tablice w miejscach, gdzie przebywał choćby przez parę godzin bł. Jan Paweł II, upamiętniamy „Naszego Papieża” poprzez np. otwarcie Papieskiej Drogi Światła – Przesłania Jana Pawła II do Rodaków podczas jubileuszowych uroczystości kościelnych w Moryniu, bo to postać o kapitalnym znaczeniu dla polskości. Pamiętamy o polskich bohaterach (także tych niepolskich etnicznie) i cenimy twórców takich jak chociażby Niemiec Wit Stwosz (twórca Ołtarza Mariackiego doczekał się tablicy upamiętniającej na kamienicy przy ul. Grodzkiej w Krakowie – Niemiec był jednym z pierwszych właścicieli tejże). Upamiętniamy tych ludzi, ponieważ stworzyli dzieła o ponadczasowym znaczeniu dla naszej kultury. Wszystko to jest konsekwencją odpowiedniej perspektywy. I bezpośrednim skutkiem jej przyjęcia. Chodzi bowiem w tym wszystkim o perspektywę polską i polskiego spojrzenia na rzeczywistość w której żyjemy i którą tworzymy.
Paweł Hoc
27 lat, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego Wydziału Prawa i Administracji oraz Instytutu Lingwistyki Stosowanej, absolwent Szkoły Prawa Europejskiego

Odpowiedź autora: http://www.gazetachojenska.pl/gazeta.php?numer=13-35&temat=6

do góry
2019 ©  Gazeta Chojeńska