Dzisiaj jest czwartek, 01 października 2020 r.
Transodra Online
Rocznik Chojeński
Znajdziesz nas na Facebooku
„Gazeta Chojeńska” numer 9 z dnia 28.02.2006

Prezentujemy tu wybrane teksty z każdego numeru.
Wszystkie artykuły i informacje znajdują się w wydaniu papierowym.
Padłe ptaki w Schwedt
Laguna w dużych tarapatach
Nie mógł żyć bez piłki
Odważne decyzje w Mieszkowicach
Dobry pomysł w Gryfinie
Kto się w Cedyni wstydzi i kogo?
Popijali bałabasem
Trzy lata współpracy i kolejny dobry start Zielonych
Podwójny jubileusz Odry Chojna (4)

Nie mógł żyć bez piłki

Każda ludzka śmierć jest dramatem. Jeszcze większym, gdy umiera młody człowiek, wchodzący dopiero w dorosłe życie. A ta śmierć była szczególna: nastąpiła dosłownie w biegu, w trakcie zawodów sportowych. Stało się to 23 października na boisku w Krzymowie (gm. Chojna) podczas B-klasowego spotkania tamtejszego Klonu. W 80. minucie zawodnik gospodarzy - 20-letni Kacper Kujawski z Chojny nagle stracił przytomność i wkrótce zmarł. Przyczyną była wada serca, jak się okazuje wcale nie ukryta. Dokumenty uprawniające do gry w piłkę podpisała chojeńska lekarka Maria Jarosz-Kujawiak. Ostatnio Prokuratura Rejonowa w Gryfinie przedstawiła jej zarzuty. Jednocześnie ponad 5 tysięcy osób podpisało się już pod petycją w obronie lekarki. Jest to pewien ewenement, żeby tylu ludzi stawało w obronie prywatnego lekarza.

Doktor Maria Jarosz-Kujawiak
Tak się robiło wszędzie
Mówi doktor Maria Jarosz-Kujawiak: - Od początku podpisywaliśmy sportowcom bez badań i żadnych odpłatności. Byli na okrągło badani. Wiadomo, że trzeba reprezentować Chojnę, więc każdy się poczuwał, żeby im podpisać. To nie było badanie, tylko stemplowanie. Tak się robiło wszędzie. Tylko że nie wszyscy nie brali pieniędzy. Ja wcześniej nie brałam w ogóle, a potem za aktualizację karty sportowca złotówkę. Nie zarabiałam na tym. Nikt nie przychodził pojedynczo, tylko działacz przynosił dokumenty wszystkich. Kilkakrotnie proponowałam, żeby zrobić badania przy aktualizacji kart sportowca. Niestety, zawsze były argumenty, że oni nie mają pieniędzy. Chciałam już najtaniej, za 10 zł, żeby zrobić im EKG itd. Ale działacze bronili się przed tym. Potem chciałam nawet zupełnie bezpłatnie, tylko żeby w ogóle przyszli.
Kacper Kujawski w 2002 r. robił badania na prawo jazdy. Przyszedł właśnie do tej lekarki. - Zrobiłam mu EKG, bo wszystkim na prawo jazdy robię, choć nie muszę. Jak bym nie robiła, to pewnie byłoby lepiej, bo bym nic nie wykryła. Pierwsza wykryłam mu nieprawidłowości w sercu. Wcześniej nikt nie wiedział, nawet on sam ani rodzice. Kazałam mu zgłosić się do lekarza rodzinnego, który wysłał go do szpitala.
Kacper wyszedł po tygodniu z rozpoznaniem niedomykalności zastawki dwudzielnej I stopnia. W zaleceniach szpital napisał: "tryb życia bez ograniczeń z wyłączeniem wyczynowego uprawiania sportu". - Tylko co to jest sport wyczynowy? - pyta chojeńska lekarka. - Myślałam, że takie niedzielne granie w B-klasie to nie jest żaden wyczynowy sport. I nie wiem nadal, czy jest. Poza tym dopiero od prokuratora dowiedziałam się, że muszę mieć jakieś specjalne uprawnienia.
Kolejny raz Kacper przyszedł do M. Jarosz-Kujawiak w 2004 r. przed egzaminami w Instytucie Kultury Fizycznej. - Zrobiliśmy znowu EKG. Próbę wysiłkową przeszedł pomyślnie. Po IKF-ie nie trzeba być wyczynowcem, można być np. rehabilitantem. Na uczelni dobrze poszedł mu test sprawnościowy, ale zabrakło punktów za świadectwo. Miałam prawo wystawić mu zaświadczenie, bo IKF kieruje do lekarzy medycyny pracy, a nie do sportowej. Chyba nauczycieli wf nie zalicza się do grupy sportowców. Wiedziałam już o jego wadzie serca, ale nie było to przeciwwskazaniem.

Prokuratura oskarża
Po śmierci piłkarza Prokuratura Rejonowa w Gryfinie wszczęła postępowanie z urzędu. Efektem są postawione lekarce zarzuty poświadczenia nieprawdy na kartach zawodników i w konsekwencji narażenia Kacpra na śmierć. W lutym prokurator wystąpił z propozycją ugody, na mocy której oskarżona miałaby się zgodzić na karę 2 lat więzienia (z zawieszeniem na 3) i trzyletni zakaz wykonywania zawodu. To podobno według prokuratury łagodna kara. Innego zdania jest lekarka: - Ja się przyznałam, że tyle lat podpisywałam, choć nie dla korzyści majątkowych - mówi. Przeraziła ją jednak perspektywa trzyletniego odsunięcia od zawodu. Zaproponowała swoją wersję: 5 lat więzienia w zawieszeniu na trzy, skrócenie zakazu do roku i - po uzyskaniu uprawnień lekarza sportowego - badanie za darmo przez 3 lata sportowców LZS-ów. Prokuratura nie przyjęła tej propozycji. - I bardzo dobrze - mówi lekarka - bo teraz już się w ogóle nie zgadzam na zakaz wykonywania zawodu.
Według M. Jarosz-Kujawiak środowisko lekarskie zaskoczone jest groźbą odsunięcia od wykonywania zawodu. Podobną ocenę usłyszała w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Szczecinie. Jednak Izba w rozmowie z naszą gazetą na razie odmówiła oficjalnego komentarza, gdyż nie dotarły do niej jeszcze zarzuty prokuratora.

Nie chcą stracić lekarza, któremu ufają
W lutym ludzie zaczęli podpisywać listy do Izby lekarskiej. Jak tłumaczy to M. Jarosz-Kujawiak? - Jestem stąd, z Brwic. Znam możliwości finansowe ludzi i dostosowuję cenę. Nie miał ktoś pieniędzy, to nie płacił. Np. rodzice dzieci z zespołem Downe'a nie płacili u mnie nigdy. Pierwszy list napisała właśnie matka takiego dziecka, drugi nauczyciele z Krzymowa. "Pani doktor, mimo że prowadzi prywatną praktykę, potrafi odmówić pobrania opłaty. Dla niej najważniejszy jest pacjent, a nie chęć zysku" - piszą ludzie. W liście z Krzymowa czytamy: "Darzymy ją wysokim zaufaniem za jej judymowski stosunek do biednych, od których najczęściej nie pobierała honorarium". Listy apelujące o odstąpienie od zakazu wykonywania zawodu napisali też burmistrzowie Cedyni - Adam Zarzycki i Trzcińska Zdroju - Zbigniew Łodziewski, a także kierownik Rejonu Dróg Wojewódzkich w Chojnie Krzysztof Ziętek (radny powiatowy). Jak na razie podpisy złożyło ponad 5 tys.osób

Nie mógł żyć bez piłki
Kacper zaczął studiować technikę rolniczą i leśną na AR w Szczecinie, bo nie dostał się na IKF. Był na II roku. Na weekendy przyjeżdżał do Chojny i grał w piłkę w Klonie Krzymów. Już wcześniej był bardzo aktywny sportowo, w liceum wyróżniono go dyplomem. Mówi jego matka Teresa Kujawska: - Był wielkim fanatykiem piłki. To było jak nałóg. Piłka towarzyszyła mu od pierwszych miesięcy życia. Jeszcze nie umiał chodzić, a już się nią bawił. Wiedział o tym sporcie chyba wszystko. Nic nie potrafiło go zniechęcić, nawet jak wskutek pękniętej kości musiał mieć do pasa nogę w gipsie. Innym razem złamał sobie palec u ręki i dalej grał. Wiedział o swej wadzie serca, ale twierdził, że przecież nie uprawia sportu wyczynowego, bo B-klasy za taki nie uważał. Dobrze się czuł, nie brał żadnych leków. Przed każdym meczem prosiłam go, żeby uważał i się nie przemęczał. Tylko przed tym ostatnim go nie przestrzegłam... Wielu jest winnych za to, co się z Kacprem stało i mogą mieć wyrzuty sumienia. Dlatego nie mam żalu do pani doktor Jarosz. Winny jest też system, kluby. Na razie śmierć Kacpra niczego nie zmieniła, bo chłopcy w całej Polsce dalej grają bez badań. Bardzo chcą grać, tak jak mój syn, a przecież nie będzie ich stać na badania.

W myśl rozporządzenia ministra zdrowia z 22 grudnia 2004 r., dzieci i młodzież do 21. roku życia, by uzyskać licencję na amatorskie uprawianie sportu, muszą przejść - oprócz ogólnych badań - także m.in. pomiary antropometryczne, badania ortopedyczne, stomatologiczne, laboratoryjne, EKG, konsultacje okulistyczne, laryngologiczne. Niektórzy szacują, że będzie to kosztować 1500 zł za jednego zawodnika. Małe kluby mają duży problem. A przepisy te obowiązują już drugi rok. Legalne zaświadczenie może wydać tylko lekarz medycyny sportowej.

Gdybym nie podpisała...
- Gdyby Pani nie podpisała Kacprowi... - pytamy Marii Jarosz-Kujawiak.
- To podpisałby ktoś inny - mówi stanowczo lekarka. - Miał wadę niewykrywalną przez słuchawki. Poza tym ktoś mógłby iść za niego na badania.
- Ale teraz to Pani jest oskarżana, a nie inny lekarz.
- Ja wiem, że nieznajomość przepisów mnie nie usprawiedliwia. Ale jeśli tak już się stało, to chodzi o to, żeby śmierć Kacpra nie poszła na darmo. Niech ktoś już wie o tych przepisach. Trzeba uszczelnić system.
- Na ile nowe przepisy gwarantują, że odejdzie obyczaj zbiorowego stemplowania kart?
- One gwarantują to, że zawodnicy w ogóle nie będą grali! Będą grały tylko kluby, które mają pieniądze. Jest jeszcze paru lekarzy, którzy nie znają tych przepisów i podpisują, ale już niewielu. Ostatnio jeden z trenerów przyniósł karty, ale wszyscy ich pognali. I działacze tłumaczą, iż w ZZPN powiedzieli im, że może nadal podbijać lekarz rodzinny! Jeśli są nowe przepisy, to dlaczego ZZPN nie zawiadamia o tym klubów i piłkarzy? Sędzia przed meczem patrzy na te stemplowane przez nas kartki, dopuszcza zawodnika do gry i czemu nie widzi, że jest tam nazwisko lekarza, który nie figuruje w spisie uprawnionych specjalistów? W woj. zachodniopomorskim jest ich na razie 11, a w całej Polsce 330. Gdyby ktoś powiedział trenerowi czy działaczowi, że pieczątka jest niedobra, to ja już dawno zrobiłabym te uprawnienia. Poza tym trzeba znaleźć jakieś wyjście, żeby chłopcy tacy jak Kacper mogli legalnie grać, np. z niepełnosprawnymi albo tylko do przerwy, żeby nie był narażany ani lekarz, ani rodzina, ani on sam. W prawie powinna znaleźć się jakaś możliwość.

Maria Jarosz-Kujawiak w marcu zaczyna zdobywać uprawnienia lekarza sportowego. Jej przychodnia na cześć Kacpra ma nazywać się "Gol Chojna".
Robert Ryss

Oto oświadczenie przekazane nam przez lekarkę 26 lutego:
Chciałabym bardzo gorąco podziękować wszystkim, którzy złożyli podpisy w obronie mojego prawa do wykonywania zawodu lekarza: pacjentom, burmistrzom, sołectwom, zakładom pracy, gronu lekarskiemu oraz moim rodzicom i rodzinie. Dziękuję rodzicom Kacpra za godną i uczciwą postawę. Dzięki Wam wszystkim uwierzyłam w swoje prawo do obrony i prawo do uczciwego procesu. Jestem winna. Za swoje czyny poniosę karę, ale o winie i karze zadecyduje sąd, a nie media. Tych 5 188 Waszych podpisów uświadomiło mi, że moja praca jest Wam potrzebna. Ta praca jest dla mnie wszystkim, jest sensem mojego życia.
Maria Jarosz-Kujawiak

do góry
2020 ©  Gazeta Chojeńska